Opowieści z tysiąca i jednego traktu

I o Tobie ktoś kiedyś napisze balladę... Może nawet zupełnie niezłą, kto wie?
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Paź 28, 2016 10:51 pm

Dla niego też wiele rzeczy było nudnych, ale tego nie okazywał i też utrzymywał czujność, dbając nie tylko o siebie, ale i Maroo. Podróżując głównym traktem zwracają na siebie uwagę. A rozśpiewana kompania czterech osób, z których co najmniej trzy sobie nie ufają zwraca jeszcze więcej uwagi. Czego zdecydowanie powinni unikać. A raczej – najbardziej z nich wszystkich – on powinien unikać.
Rozumiał, że jest niezadowolona i miała ku temu powody. Tak, jak on miał wiele powodów do niezadowolenia, bycia nawet złym.
- Pośpiewasz sobie później – rzucił do niej, bo może wtedy przestanie się dąsać i na niego złościć. On się na nic nie skarżył, nawet jak miał tego wszystkiego dosyć. Spojrzał kątem oka na to, co najlepszego wyrabia i pokręcił lekko głową.
To on trzymał wszystkie zapasy, ale miał ich odpowiednią ilość dla nich dwóch. A przynajmniej tak sądził. Pogoda była niesprzyjająca i z tym wzrastało zapotrzebowanie na jedzenie, pomagające utrzymać ciepłotę ciała. Dlatego bez wahania mogła go poprosić o coś do jedzenia. Zwłaszcza, że ostatnie, czego potrzebowali to marudząca Maroo. On ten problem znał bardzo dobrze i chyba tylko małe dziecko byłoby gorsze.
Jego zdaniem ta łowczyni była mocno popierdolona, głupia cipa i tak dalej. Nie ogarniał tej baby. Kobiety ogólnie nieraz trudno było zrozumieć, ale tą już w ogóle.
Spojrzał na ukochaną, skóra tak uroczo nieśmiało zapytała tą wiedźmę, czy mogą zatrzymać się na popas. To oni ich potrzebowali, więc dopóki tak będzie, będą musieli się stosować. Między wierszami też wyczytał, że jest trochę albo bardzo głodna.
- Jak chcesz, ptaszyno, zatrzymać się na popas tak zrobimy. Jak jesteś głodna, mogę dać ci parę kawałków suszonego mięsa i suchary – odpowiedział, poniekąd decydując za tą kobietę. Być może rację i ona będzie głodna i dlatego z chęcią przyjmie te skromne racje żywnościowe.
Słuchał tego w miarę uważnie, co ten mag ma do powiedzenia. Nie była to odpowiedź na pytanie, którą chciał usłyszeć. Zwłaszcza, że chciał konkretów. Zaczął się też poważnie, tak na chłopski rozum zastanawiać.
- Skoro jest magiczny to czy jego… powiedzmy, wyjątkowość ogranicza się do tego, że jest – jak mówisz – magiczny? I on nic nie więcej nie robi? Bo skoro został skradziony to powinien coś robić i złodziej go na pewno nie ukradł dlatego, że jest magiczny. A widziałem nieraz takich cwaniaczków, usiłujących wmówić durniom, że ten czy inny bibelot ma magiczne, niesamowite właściwości. Niewątpliwie był dla niego cenny, ale może… chciał ten przedmiot do czegoś wykorzystać – ciągnął, w jakimś stopniu drążąc temat, co mogło zaspokoić jego ciekawość. Samo to, że dany przedmiot jest „magiczny” nie znaczyło, że ma jakieś niezwykłe właściwości. Może być to tylko błahy bibelot o sentymentalnej wartości.
Chciał konkretów. Nie pytał przecież, jaki jest ten cenny przedmiot jest, ale co robi. Bo mu nic nie mówiło to, że jest magiczny. A widywał nieraz takich oszustów i prawdą było, że sam by wspiął się na wyżyny krasomówstwa, by wcisnąć chociażby komuś stare, skarpety o magicznych właściwościach.
Wysłuchał dalszej wypowiedzi Elouana i ciężko westchnął. Zastanowił się nad tym chwilę. Jako, że był złodziejem potrafił myśleć, jak złodziej. Dopiero te oczekiwane przez niego konkrety padły po chwili. Kiwnął nieznacznie głową. W końcu dowiedział się, co robią takie kryształy. I to rzuciło mu sporo światła na pewne rzeczy, a mianowicie na to, dlaczego jest tyle zachodu o tą błyskotkę. – Co możesz powiedzieć o tym magu, który połasił się na to świecidełko? – Zadał mu kolejne pytanie. Trochę o nim słyszał, ale jak miał go okraść musiał o nim wiedzieć możliwie jak najwięcej. Zdecydowanie musieli to wiedzieć. Wtedy sam mógłby zasięgnąć odpowiednich informacji.
Niemniej jednak, mu się nie uśmiechało nie wiadomo jak bardzo nakładać drogi. A też niewątpliwie zmył wszystkie ślady, ale co on tam mógł wiedzieć, na co dzień tropił ludzi w mieście, co jest znacznie łatwiejsze niż w głuszy.
Sam nie miałby nic przeciwko temu, by znaleźć czas na postój, udać się do jakieś gospody i tam spędzić resztę dnia i noc. Chociaż dla niego na dobrą sprawę może być jedynie sucho, tak by rozpalić ognisko i upiec nad ogniem jakiegoś jelenia, króliki i tym podobne.
Nadal te kamienne budowle były dla niego dziwne, a jej oględziny nie przyniosły nic nowego. Zwłaszcza, że nie miał punktu zaczepienia.
O braku bandytów w okolicy można powiedzieć jedynie, że to tak samo jak brak złodziei w mieście. Trudno sobie coś takiego wyobrazić. On by się jakoś dogadał z bandytami, o ile z miejsca nie chcieliby go zabić. On chętnie przepytałby paru ludzi, zwłaszcza, że ma też swoje sprawy.
Wysłuchał łowczyni i drgnął nieznacznie. Jedno było pewne – na wschód on nigdy nie pojedzie. Przynajmniej nie z własnej woli.
- Powinniśmy obrać drogę na zachód albo podążać wciąż na północ – powiedział poważnie, nawet jak sam bardzo nie lubił podróżować głównymi drogami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sob Paź 29, 2016 1:45 pm

Choć pod kapturem nie było tego widać ruszyła uszami, gdy zaczęła się rozmowa o tych magicznych kamieniach. Foch fochem, ale to nie powód by się czegoś nie nauczyć albo nawet nie dowiedzieć czegoś cokolwiek interesującego. Nie była dzieckiem szlachty, więc odebrano jej możliwość nauczenia się pewnych rzeczy, dowiedzenia o świecie, więc teraz w sumie korzystała z tego. Włączać się jednak w rozmowę nie zamierzała, bo w sumie… co miałaby powiedzieć? Że lubi świecidełka, a co ona kobieta?
Potem rozpoczęła się rozmowa o traktach, cóż to było na swój ważne albo przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. Zapewne inteligentniejsza i bardziej rozgarnięta osoba mogłaby coś więcej na temat tych traktów powiedzieć, ale Maroo… cóż ona nie była podróżniczką. A jeśli zdarzało jej się podróżować to tylko z trupą akrobatów i w sumie wtedy nikt nie pytał jej o zdanie, gdzie i którędy. Po prostu starsi, bardziej ogarnięci akrobaci wybierali i najczęściej mieli mapę.
Trochę? Ona umierała z głodu, ale na razie nie zamierzała pokazywać jaki w rzeczywistości z niej diabeł. Na razie, oczywiście. Potem jak się przyzwyczai do nowych osób i zacznie chodzić z „ogonem w górze” wtedy zdecydowanie będzie denerwowała nie tylko Mavetha. Ale w sumie to jeszcze… nie czas.
-Dobrze byłoby się zatrzymać gdzieś, gdzie jest sucho – wymruczała spoglądając przez przynajmniej chwilę na każdego z tu obecnych. Chociaż z jakiegoś powodu najczęściej spoglądała na łowczynię, która miała w tym przypadku chyba najwięcej do powiedzenia, a także na tego paniczyka, który chyba łączył się z nią w cichym bólu spowodowanym nadmiarem wilgoci, niewygodnym koniem i ogólnym zmęczeniem. Nie podróżowała tak daleko, a nawet jeśli, to tylko w wozach akrobatów. Konia dosiadała rzadko. Głównie na występy.
Potem jednak spojrzała na Mavetha.
-Nie możemy jechać na zachód, przecież mamy jechać na północ – wcięła się. Bo mieli jechać na północ, prawda? Spojrzała na tą łowczynię, bo w sumie tylko ona wiedziała, gdzie w rzeczywistości jadą. -Mamy jechać na północ, prawda? Bo tam uciekł ten złodziej z tym magicznym… wisiorkiem.
Jednak słuchała, brawo dla niej, czym w sumie mogła w jakimś stopniu zaskoczyć swoich towarzyszy. Potem spojrzała na maga.
-Panie magu… czy potem… jak zatrzymamy się na popas, będę mogła z panem porozmawiać? – Zapytała. Cóż… było coś, o czym chciała z nim porozmawiać, bo w sumie… to pierwsza i być może ostatnia jej okazja ku temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sob Paź 29, 2016 6:00 pm

Elouan miał cichą nadzieję, że jego wyjaśnienia wystarczą, chociaż o magicznych kryształach można opowiadać naprawdę długo. Każde z tych cudeniek miało inne właściwości w zależności od wielkości czy jakości materiału. Kolor również miał znaczenie. Część kryształów używana była do oświetlenia, część napędzała skomplikowane machiny, innych używało się do "umagiczniania" broni, a niektóre zasilały esencję magiczną właściciela... możliwości było naprawdę wiele.
- Bardzo silny kryształ wytwarza potężną energię i może zostać użyty do stworzenia epickiego artefaktu. Tak jak ten skradziony amulet - dodał po chwili mag, uzupełniając swoją wypowiedź - Trzeba go odzyskać, zanim ktoś wykorzysta go do niecnych celów.
Kiedy padło pytanie o złodzieja, panicz Bern zmarszczył brwi, wyraźnie się zastanawiając. Wyglądał, jakby usiłował sobie coś przypomnieć, ale miał z tym problem. W sumie już po chwili się to wyjaśniło.
- Cóż... niewiele mogę o nim powiedzieć, bo widziałem go zaledwie przez ułamek sekundy. Potem zrobiło się ciemno - Elouan wzruszył ramionami, co wyglądało trochę zabawnie - Złodziej miał talent akrobatyczny i był niezwykle zwinny i szybki. Do tego znał zaklęcia. A jeśli chodzi o jego wygląd... to zdążyłem zauważyć tylko, że miał śnieżnobiałe włosy, zupełnie jakby był moim pobratymcem.
Trochę nędzne te informacje, ale co zrobić jak było ciemno? Ale z drugiej strony lepsze to niż nic, prawda?
A jeśli chodziło o kierunek w jakim mieli się udać, to mag się wolał zdać na instynkt towarzyszących mu łowców. Teoretycznie mieli nadal jechać na północ, ale co jeśli złodziej nagle skręcił na zachod? Cóż, tego nie wiedzieli. A śladów też nie było. Z zamyślenia wyrwał panicza głos Maroo. Białowłosy natychmiast obejrzał się na dziewczynę, lecz widać było że spogląda na nią z pewnym onieśmieleniem.
- O...oczywiście. Jeśli to nie będzie przeszkadzało twojemu towarzyszowi, panno Maroo - cóż, trochę się Elouan obawiał oberwania po mordzie od wkurzonego Mavetha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Paź 30, 2016 2:23 am

Cholera wiedziała co Maveth miał do wszystkich ludzi, których jak na razie dzisiejszego dnia spotkał, ale istniało prawdopodobieństwo, że zwyczajnie nie znosił wszystkich na świecie po równo. Ale czy to ważne? Tasha nie wyglądała jakby przejmowała się tą jego nieuzasadnioną nienawiścią choć odrobinę.
Magiczne kamienie, tak... Droga rzecz. Jeśli ten kamyk faktycznie był tak potężny, jak twierdził Elouan, to z dużym prawdopodobieństwem wart był fortunę. Znacznie więcej, niż jakikolwiek miejski złodziejaszek ukradnie z cudzych sakiewek przez całe swoje marne życie - ten magik, który go podkradł miał więc niezły tupet, bez dwóch zdać. Ciężko jednak po samej takiej cesze szukać zbiega, prawda?
Łowczyni skinęła głową na pytanie Maroo.
- Na północ od miasta. Nie wiadomo dokąd dalej. - wyjaśniła krótko. Teraz byli na północ od miasta. Żeby stwierdzić jak dalej przebiegała droga złodzieja musieli dowiedzieć się więcej.
Co do opisu wyglądu zbiega zaserwowanego przez panicza Berna zaś... Cóż, nie dało się ukryć, że był on dość niefortunny. O ile jeszcze znalezienie człowieka o białych włosach w Lys byłoby jako-tako ułatwione, o tyle w samym środku kraju pełnego jasnowłosych amarytów...

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Paź 30, 2016 3:31 pm

Proponował swojej kobiecie kawałki suszonego mięsa, które mogła żuć po drodze, tak by choć trochę zagłuszyć głód. Owszem, gorący gulasz to nie był, ale lepsze to niż nic i chciał uniknąć tego, co będzie, gdy głód naprawdę da się jej we znaki. Na swój sposób się o nią troszczył, więc to nie było tylko dbanie o swój święty spokój. Zadowolona kobieta mniej warczy w dzień.
Z tym się zgadzał, ale tutaj nie było sucho, a gospody przecież nie rosły jak grzyby po deszczu.
- Jeśli napotkamy jakąś gospodę to się zatrzymamy – rzucił jedynie. Równie dobrze mogła być karczma, w której tylko zjedzą. On mógł spać nawet w stajni, o ile nie była tak zaniedbana i o ile była sucha. Zapach gnoju nie powinien nie dawać spać. On tez odczuwał dość boleśnie długą jazdę w siodle, jednak to była kolejna rzecz, na którą jawnie się nie poskarży.
Westchnął ciężko, słysząc słowa ukochanej. Prawdą było, że on chętnie pojechałby na zachód, zostawiając to wszystko za sobą. I miał ku temu wiele powód.
- Tak powiedziała ta łowczyni – przypomniał jej nieco burkliwie, z jawną niechęcią, którą w nim wzbudzała ta kobieta, która miała ich prowadzić. Ukochana jednak zadała jej dobre i zarazem ważne pytanie. Na które wkrótce poznała odpowiedź. Szkoda tylko, że jechali mimo wszystko w ciemno.
Słuchał też tego, co ten mag ma do powiedzenia. Zwłaszcza, że to było mimo wszystko dziwne i zarazem trudne. Ale wiedział już – mniej więcej – co to świecidełko robi. Zdecydowanie było to ważne. Chociaż nieszczególnie interesowało go to, co właściciel tego kryształu z nim zrobi. – O ile już nie wykorzystał – wymruczał pod nosem. Byłoby to bardzo niefortunne.
Bardzo też istotne było to, co ten paniczyk może powiedzieć o złodzieju. A już z kontekstu jego wypowiedzi zrozumiał, że to nie będą szczegółowe informacje. Zastanawiał się nad tym wszystkim i prawdę mówiąc, szukał jakichś powiązań między tym wszystkim. W końcu miał podobne umiejętności, co Maroo, pośrednio on i znał magię. Oraz jego wygląd. Ktoś taki zdecydowanie się wyróżnia, chociaż mógł być każdym. Ilu ludzi ma śnieżnobiałe włosy?
- Czyli na dobrą sprawę może być to każdy… nawet ty – zauważył całkiem trafnie. W swoim mniemaniu rzecz, jasna.
Nie spodziewał się tego, że ukochana zapragnie porozmawiać z tym magiem. Skrzywił się nieznacznie i też obrzucił go pełnym nieufności spojrzeniem spod zmarszczonych brwi i głębokiego kaptura. Chociaż po chwili spojrzał na ukochaną.
- O czym chcesz rozmawiać z tym magiem? – zapytał ją poważnie. Posiadała pewne zdolności i sam o tym dobrze wiedział, ale czy o nich chciała rozmawiać z tym paniczykiem? Tego nie wiedział. Możliwe, że o tym. On miał wiele przeciwko temu, ale ona go najpewniej nie posłucha. Zwłaszcza, jeśli ma rację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Paź 30, 2016 3:44 pm

Słuchanie o tych magicznych… kamieniach było bardzo ciekawe, chociaż nie można powiedzieć by Maroo naprawdę się na tym skupiała. Owszem, chłonęła wiedzę jak gąbka, ale przez większość czasu sprawiała wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Choć prawda jest taka, że jej ta wiedza się raczej do niczego nie przyda. A szkoda.
Białe włosy. Ona również taka miała i mag, który z nimi jechał. Ale na szczęście… to wiadomość sprawiła, że przestała się zastanawiać nad pewnymi rzeczami, choć… no dobrze, nie całkiem. Zaskakujące jak dużo człowiek myśli podczas podróży. Aż straszne to jest. Maroo nigdy w swoim życiu nie zastanawiała się nad tyloma różnymi rzeczami, co w ciągu tej krótkiej – jak na razie – podróży. Jeszcze po wszystkim filozofem czy coś zostanie.
-Szukamy więc… białowłosego złodzieja, akrobaty? Pan mag nie wygląda na fana akrobacji – zwróciła się z początku do wszystkich, ale kolejne zdanie rzuciła do swojego ukochanego, który bardzo chętnie rzucał oskarżeniami, ale powiedzmy sobie szczerze były one bardzo bezpodstawne. Dlaczego? Proszę państwa, macie tu przedstawicielkę co prawda płci pięknej, ale również grupy artystycznej parającej się akrobacjami. Ilu akrobatów widziała w swoim życiu? Chyba prościej zapytać ilu złodziei widziała w swoim życiu, bo liczba będzie zdecydowanie mniej przerażająca. Z kilkoma akrobatami nawet spała. Więc nic dziwnego, że gdy przemknęła swym okiem znawcy po sylwetce obecnego tu maga, wiedziała, że na akrobatę to on się może nadaje, ale zdecydowanie nim nie jest.
-Cóż, nie można powiedzieć bym w tej akurat kwestii przejmowała się moim ukochanym. Bo to niestety go nie dotyczy – odpowiedziała spokojnie, lekko wzruszając również ramionami. Kwestia jej talentu, była jej sprawą. Maveth nie mój jej nic zabronić, ani niczego nakazać w tej kwestii. Niemniej gdy padło pytanie ukochanego, spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem.
-O zielonych palcach – powiedziała, chociaż osoba, która widziała jej dłonie i fakt, że wcale nie miała zielonych palców mogła nie zrozumieć o cóż temu dziecku chodzi. I w sumie o to chodziło. Za to złodziej doskonale winien wiedzieć o co chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Paź 30, 2016 7:33 pm

Nie da się ukryć, że dysponowali bardzo skromnymi informacjami, które mogą niewiele pomóc. Do tego nie mogli natrafić na żaden ślad w tym deszczu. Poszukiwania były więc znacząco utrudnione. Elouan starał się pomóc i powiedział wszystko to, co było mu wiadome, ale wciąż to było trochę mało.
- Cóż, więc wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że trzeba się kierować na północ i... zatrzymać się przy najbliższej gospodzie - na samą myśl o pysznym jedzeniu i dachu nad głowią, robiło się paniczowi cieplej na sercu. Osobiście nie miał nic przeciwko chłodnej pogodzie, ale deszcz to już było przegięcie.
Kiedy tylko Maveth rzucił oskarżeniem w stronę maga, Elouan zmarszczył brwi, wyraźnie niezadowolony ze słów łotrzyka. Dobrze, że Maroo załagodziła sytuację.
- Tak się składa, że nie muszę niczego kraść. Zwłaszcza magicznych kryształów, których w moich ojczystych stronach jest mnóstwo - mruknął. Jego rodzina spała na forsie, niczego mu nigdy nie brakowało. Ale tego nie musiał mówić wprost. Z resztą pewne rzeczy było po nim widać.
- Zielone palce? Brzmi to dość zagadkowo, ale w porządku. Postaram się jakoś pomóc.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Paź 31, 2016 6:34 am

Trudno nie jechać w ciemno, kiedy ściga się kluczącego i chowającego się przed pościgiem złodzieja, prawda? Szczęśliwie mieli naoczne świadectwo Elouana oraz języki w gębach, które całkiem nieźle powinny pomóc w wypadku, gdy trzeba by pytać miejscowych o zbiega.
Północ i gospoda na trakcie. W sumie czemu nie? Droga dobra jak każda inna, a jakąś decyzję podjąć musieli. Im szybciej tym lepiej zapewne, bo czas uciekał... I złodziej też.
Tasha nie skomentowała już podjętych przez resztę decyzji w żaden sposób, tylko ruszyła swojego konia. Skoro zdecydowali, to nie ma na co czekać, prawda? Ruszali dalej na północ.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Paź 31, 2016 1:16 pm


Był zdania, że każdy mógł mieć takie włosy. Poza nim, rzecz jasna. W końcu jest brunetem. Wiedzieli, kogo mieli szukać, chociaż nie były to dokładne informacje.
Gdyby był takim złodziejem, możliwe, że ukryłby się w cyrku. W końcu ukrycie się wśród akrobatów to w pewnym sensie dobry pomysł, tym bardziej, że oni raczej nie należą do grona osób, które zadają pytania. Oczywiście, mógł się mylić… bo po pierwsze, mogło nie być w okolicy trupy cyrkowców i nie każda trupa nie zadaje pytań.
- Tak, właśnie kogoś takiego szukamy. Może i nie wygląda, ale na dobrą sprawę… usłyszeliśmy jego wersję i dziwnie się składa, że pasuje do ogólnego opisu. I go nie znamy – potwierdził, spoglądając przelotnie na ukochaną spod kaptura.
Może i w jakimś stopniu rzucał oskarżeniami, ale prawdą było, że nie wierzył we wszystko, co mu mówią. Powinna też wiedzieć, że jest bardzo nieufny względem obcych. I też nie lubił paniczyków. Wszystko to składało się na to, że wyraził swoją opinię. Nie przejął się też słowami paniczyka, który dopiero teraz porządnie się napuszył. A też takie bogactwo, mnogość magicznych kryształów, które są naprawdę drogie i cenne nie znaczy, że się je posiada na własność. Niektórzy zdecydowanie powinni zostać pozbawieni wszystkich pieniędzy, jakie posiadają.
On zdecydowanie nie chciał zmierzać na północ i miał ku temu powody. Ale za to chciał znaleźć się w gospodzie.
Prychnął cicho za sprawą tych słów. Podejrzewał coś takiego, ale mogła tego tak nie podkreślać. Była jego kobietą, więc i w tej materii powinien mieć wiele do powiedzenia. Czyli dobrze podejrzewał. Trudno powiedzieć, czy wtedy uratowała mu życie za ich pomocą, ale na pewno uratowała jego zdrowie. To była jedyna forma magii, którą akceptował.
- Dobrze więc… być może ten paniczyk ci pomoże – mruknął, ściągając lekko wodze konia. Spiął też lekko boki zwierzęcia. Miał świadomość, że koń powinien trochę odpocząć, ale warunki jak i miejsce znacząco to utrudniały.
Skoro zdecydowali to niech już będzie. Sam musiał zająć się swoimi sprawami, ale na to może nie być czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Lis 01, 2016 7:37 pm

Skoro podjęli odpowiednią decyzję, albo ta która wydawała się odpowiednia mogli w końcu ruszyć i to w sumie zrobiła Maroo. Nie zamierzała się w sumie przejmować złym humorem swego lubego. On całe życie zdawał się mieć zły humor i było naprawdę niewielu ludzi, których lubił. I w sumie… to jej nie przeszkadzało. Przynajmniej panował względny spokój.
O ile tak można nazwać to, co miało miejsce w tym momencie.
Również lekko stuknęła boki swojego konia, tak by ruszył za pozostałymi towarzyszami. Konie to zwierzęta stadne, więc zwykle podróżują razem i w sumie nie trzeba ich zbytnio zachęcać do tego, by szły za innymi sprzymierzeńcami. A to zdecydowanie zachęcało do robienia innych rzeczy i w tym momencie Maroo nie chciała mimo wszystko jechać w deszczu i ciszy. Właściwie to właśnie deszcz sprawił, że przypomniała jej się piosenka, którą śpiewała stara akrobatka z ich trupy.
-Zawsze, gdy pada deszcz
zamykam oczy i słucham.
Mogę usłyszeć samotne dźwięki
nieba, które płacze
– zaczęła cicho śpiewać z delikatnym uśmiechem na ustach. Wbrew pozorom deszcz nie był niczym złym. A raczej nie wydawał się taki, gdy śpiewała tę piosenkę. -Posłuchaj deszczu,
który znów nadchodzi.
Wsłuchaj się w deszcz...
– a zwykle ją śpiewała w czasie deszczowych dni. Często siedzieli razem z Mavethem. On z głową na jej kolanach, a ona śpiewała patrząc przez okno na tonący w łzach deszczu świat. Było to naprawdę wspaniałe, a ona bardzo, ale to bardzo lubiła tą piosenkę.
-Poczuj dotyk łez, które spadają
- one nie będą spadały wiecznie.
Będą spływać drogą dnia,
którą wszystko przychodzi i odchodzi.
– zdjęła z głowy kaptur, pozwalając by lecący z nieba deszcz leciał jej bezpośrednio na głowę, strzygła miękkimi uszkami, nasłuchując, ale też dalej śpiewając. I w tym momencie można śmiało powiedzieć, że robiła na złość Mavethowi, który przecież kazał jej siedzieć cicho.
-Posłuchaj deszczu.....deszczu,
który znów nadchodzi...znów
Wsłuchaj się w deszcz...deszcz
– mruczała z uśmiechem. Późną nocą odpływam daleko
Słyszę twoje wezwanie.
Moje imię jest w deszczu,
w szeptach liści na drzewach,
w tajemnicach głębokiego, błękitnego morza.
– I w tym momencie spojrzała na swojego ukochanego, choć zrobiła to krótko i można by rzec, że przelotnie. Bo potem uniosła twarz ku deszczu i zaśpiewała już ostatnią zwrotkę:
-Nawet kiedy ta chwila się skończy
to uczucie mnie nie opuści.
Wszystko wróci
w spadających dźwiękach
płaczącego nieba.
Usłysz moje imię w deszczu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Czw Lis 03, 2016 8:49 pm

Czy obranie kierunku na północ było dobrą decyzją? Trudno powiedzieć. Ale lepiej ruszyć dalej niż czekać na niewiadomo co. Bo stojąc w miejscu na pewno nie dopadną tego złodzieja. Trzeba więc było podjąć to ryzyko i zdać się na intuicję, a potem ruszyć dalej. Zawsze przecież można zasięgnąć języka w gospodzie i podpytać, czy nie przejeżdżał tędy typek odpowiadający rysopisowi. To też jakaś opcja.
Drogę umilała Maroo swoim śpiewem. To aż dziwne, że można być tak optymistyczną osobą. Elouan siłą rzeczy podłapał melodię dziewczyny i zaczął cicho nucić pod nosem. Słów nie kojarzył, więc musiała mu wystarczyć tylko melodia.
Och, jak się zrobiło błogo i słodko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Lis 04, 2016 3:27 pm

Błogo i słodko, w rzeczy samej. Gdyby pominąć naburmuszonego Mavetha, ponurą Tashę i niebo zasnute gęstymi, deszczowymi chmurami. Poza tymi drobnymi szczegółami - zupełnie przyjemna wycieczka.
Przyspieszyli znów trochę, kierując się dalej na północ, głównym traktem. Mniej więcej chwilę po porze obiadowej, spośród drzew wyłoniła się stojąca przy drodze karczma - niewielki budynek pokryty czerwoną dachówką, upchnięty pomiędzy widłami kolejnego rozdroża. Z ciasnej stajni przylegającej do jego boku docierało ciche rżenie koni: ich zwierzęta pewnie tak samo jak i podróżni ucieszyłyby się z chwili odpoczynku w suchym miejscu.
Łowczyni ściągnęła wodze swojego rumaka i zamiast zsiąść z niego, zrobiła tylko małe kółko po skromnym placyku przed gospodą.
- Pojadę dalej. - zaproponowała. Prawdopodobnie zamierzała zrobić jakiś zwiad, czy coś w tym stylu.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Lis 04, 2016 6:16 pm

Uważał, że z tej wyprawy na północ nie przyjdzie nic dobrego. I bynajmniej nie chodzi tylko o niego. Nic dobrego nie przyjdzie im z tego podróżowania z osobami, których nie znają i którym on nie ufa. Najbardziej z nich wszystkich zdecydowanie ufał Maroo i zdecydowane tylko z nią wolałby podróżować.
Zwłaszcza, że razem paradoksalnie mniej rzucaliby się w oczy i gdyby coś poszło nie tak, mógłby się skupić tylko na niej. Chociaż to miałoby miejsce również wtedy, kiedy było ich więcej. Nie kiwnąłby palcem, by pomóc temu magowi czy tej łowczyni.
Z oczywistych względów prosił ją, by nie śpiewała. Chociaż i tak to robiła ciszej. Niż ostatnio. Wbrew wszystkim znakom na niebie i ziemi, lubił słuchać jak śpiewa. Tyle, że teraz był na to naprawdę nieodpowiedni moment, a ona – jego zdaniem – kusiła los. A też teraz nie mógł leżeć z głową na jej kolanach, pozwalając jej bawić swoimi włosami. Była to też piosenka, którą lubił.
Westchnął ciężko i złapał spojrzenie ukochanej, akurat w ostatniej chwili. Nie odezwał się już, pozwalając jej skończyć. Wiedział, że ona znała dużo takich piosenek i w końcu będzie musiał ją nieco zastopować. Ale jeszcze nie teraz. Chociaż… też miał lepszy pomysł. On też znał dużo piosenek, przyśpiewek. I większość z nich nie była zdecydowanie tak piękna i przyjemna. I tak jak, towarzyszący im mag zaczął nudzić, możliwe, że z tego zrezygnuje przy jego wątpliwej jakości popisie wokalnym.
- Pierwsza panna zawsze rada iść na siano
Druga panna daje chłopcom tylko rano
Trzecia panna nie ma zasad, zawsze łasa na kutasa…
– zaintonował… niemalże bardziej wesoło, nieco ochryple i z fałszywym akordem, bo on zdecydowanie nie miał za grosz słuchu muzycznego. A gdyby go posiadał, byłby kimś innym.
Nie miał nic przeciwko temu, by przyśpieszyli, chociaż zawsze chciał zawrócić. Do tego czasu zdążył naprawdę zgłodnieć i nawet suszone mięso nie pomogło. Dlatego rozpromienił się, kiedy dojrzał karczmę i dlatego postanowił zatrzymać swojego wierzchowca. Zdecydowanie to Maroo, jak i mu dobrze zrobi.
Już miał zejść ze swojego konia, kiedy dostrzegł łowczynię, która postanowiła zrobić małe kółko po tym placyku i ostatecznie podjęła decyzję, by jechać dalej.
- Gdzie jedziesz? – zapytał. Bardzo chętnie by machnął na nią ręką, ale jej nie ufał i sam przez chwilę rozważał to, by za nią jechać. Ale niekoniecznie chciał zostawić swoją kobietę samą.
Dopiero teraz zszedł ze swojego konia i prowadząc go, zbliżył się do Maroo, której mógł w ten czy inny sposób pomóc zejść. Mógł jej podać rękę albo nawet ją ściągnąć.
- Wygląda obiecująco… nie sądzisz? Możliwe, że znajdziemy jakiś wolny, suchy pokój. Bo ciepłą strawę znajdziemy na pewno – zwrócił się do ukochanej, oczekując jej opinii. Faktem jednak było, że to miejsce sam będzie musiał ocenić od środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Lis 06, 2016 3:57 pm

Poruszyła uszami, gdy usłyszała, że mag nuci jej melodię. Można śmiało powiedzieć, że była z tego powodu bardzo zadowolona. Niemniej… piosenka w końcu się skończyła i w sumie… Maveth zaczął śpiewać czego powiedzmy sobie szczerze Maroo się nie spodziewała. W sumie, to kto by się tego spodziewał? Niemniej słysząc co śpiewa, wybuchła wesołym śmiechem. Zaraz jednak zasłoniła usta, białą ręka i pokręciła lekko głową. Oj tak, jej luby nie znał zbyt wielu, pięknych piosenek. A co do krzywych akordów i piania jak stary kogut, to dałoby się naprawić. Bo wbrew pozorom nie trzeba mieć słuchu muzycznego by móc śpiewać. Wystarczy… nieco ćwiczeń i wyuczenia się pewnych rzeczy.
Gdy dostrzegła tę karczmę zdecydowanie się ucieszyła, bo w sumie… to była zdecydowanie dobra wiadomość. W końcu zejdą z koni, usiądą w ciepłym i suchym miejscu, może zjedzą coś dobrego. Nie posiadała się z radości z tego głównie powodu.
-Oczywiście, że wygląda obiecująco – odpowiedziała, ale też odprowadziła spojrzeniem tą łowczynię, która chyba nie przepadała za tego typu miejscami. Ewentualnie w takich miejscach nie przepadano za nią. Jedno z dwóch. -Wprowadźmy konie do stajni, by tez nieco odpoczęły i ładujmy się do środka. Dość mam już moknięcia – zagrzewała radośnie do działania. Bo naprawdę miała dość konnej jazdy. Dlatego właśnie jak tylko weszli na dziedziniec przy tej karczmie od razu zsiadła z konia, chociaż nie zrobiła tego bez lekkiego i cichego syknięcia. Cóż, troszku ścierpła i ogólnie dupsko ją bolało. Machnęła parę razy ogonem pod peleryną i westchnęła ciężko. Chwilkę dreptała przy tym zwierzaku, tak by się rozruszać i pogłaskała wiernego rumaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Lis 06, 2016 6:21 pm

Kiedy Maveth zaczął śpiewać, zrobiło się jeszcze weselej. A to dlatego, że Elouanowi przypomniały się studenckie imprezy na Uniwersytecie Lys i lokalne przyśpiewki. Jedną z najsłynniejszych piosenek był zacny utwór zaczynający się od słów "laska maga ma na czubku gałkę" - istny hicior wśród studentów, nie ma co. Zaraz się weselej zrobiło od tych sprośności, jednak panicz Bern trzymał fason i udawał, że go to w ogóle nie obchodzi... czyli przysłowiowy, arystokratyczny kij w dupsku jak się patrzy. Ech te pozory. Ale tak to jest, jak się ma do czynienia z pół-Renijczykiem. Skośnookie dranie zawsze dbały o "zachowanie twarzy".
Wreszcie oczom wędrowców ukazała się karczma. Elouan nawet się nie zastanawiał czy ten lokal jest porządny czy nie - teraz marzył o ciepłym jedzeniu, suchym kącie i mięciutkim łóżku. Dlatego ochoczo wjechał na ten placyk przed budynkiem, a następnie ześlizgnął się z konia (bo na pełen gracji zeskok nie miał szans z powodu obolałego zadka).
- To chyba nie jest dobry pomysł, jechać dalej samemu - mag zwrócił się do strażniczki. No cóż, chyba drewniana babka wiedziała co robi, bo była doświadczoną łowczynią... albo przynajmniej takie sprawiała wrażenie.
Cokolwiek postanowiła, panicz Bern nie zawracał sobie nią głowy, tylko wprowadził konia do stajni, a sam skierował się do wejścia do gospody. Nie miał ochoty moknąć dłużej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Lis 07, 2016 7:30 am

Gdzie jedzie? Uniosła lekko brwi, spoglądając na Mavetha. Czy przed chwilą nie powiedziała im dokładnie tego? Skoro zdecydowali się na podróżowanie wzdłuż głównego traktu na północ, to jaki był to teraz sens zmieniać? Droga dobra jak każda inna, a jeśli okaże się nietrafna, to przynajmniej będą o tym wiedzieć zawczasu, jeśli ona zrobi zwiad.
- Dalej. - powtórzyła, kiwając głową w kierunku, w którym dotąd zmierzali, po czym zwróciła się do panicza Berna.
- Tak będzie szybciej. - wyjaśniła krótko i ponagliła konia, który trochę niechętnie przyspieszył znów. Zresztą nie gonili przecież całej armii, tylko jednego złodzieja, prawda? Bardzo wątpliwe, by zostawiał za sobą pułapki, a i Tasha nie zamierzała atakować go z miejsca, jeśli nawet znajdzie drania.
Będą musieli dać sobie chwilę radę bez niej, co poradzisz?
Podeszli bliżej karczmy i teraz wygodniej mogli się jej przyjrzeć. Nie była to karczma w typie tych znajdowanych w miastach, gotowych na cowieczorne imprezy i popijawy. Zawieszony nad wejściem na ganek szyld przedstawiał pochodnię wymalowaną na jasnym drewnie, a zajrzawszy do środka przez okno zauważyć można było ogólną surowość wystroju.
Nie wyglądało na to, by ktokolwiek planował wyjść do nich i zająć się końmi - czy to z powodu deszczu, czy panujących tam zwyczajów, trzeba było uciec się do samoobsługi pod tym względem.
W stajni stało niewiele koni, a jak niebawem się przekonali: w gospodzie nie było też wielu gości. Elouan wmaszerował do budynku jako pierwszy, zostawiając mokre ślady na wypolerowanym prawie do białości drewnie podłogi. Wysoki amaryta stojący za kontuarem skrzywił się ledwie zauważalnie, szybko jednak skinął głową na powitanie gościa. Nie był już najmłodszy, a gdyby jego włosy nie były bardzo jasne, pewnie trudniej byłoby ukryć w nich pasma siwizny - nic dziwnego, że wycieranie podłogi uśmiechało mu się coraz mniej z każdym dniem.
Bliżej kominka, przy jednym ze stolików siedziała jakaś bogato ubrana kobieta o znudzonym wyrazie twarzy, w towarzystwie dwóch zestresowanych służących. Kawałek dalej miejsca zajmowało dwóch mężczyzn o mało rozgarniętych spojrzeniach, ale za to całkiem potężnych muskułach, zajętych słabo klejącą się rozmową na temat pogody, odcisków i smaku obiadu. W kącie sali usadowił się zaś młody, jasnowłosy chłopaczek, którego z łatwością można by pomylić z dziewczyną - chyba czekał na swoje zamówienie, bo dla zajęcia czasu obracał w palcach srebrną monetę. Kiedy nowi goście otworzyli drzwi karczemne, większość zebranych uniosła na moment głowy, by obrzucić ich spojrzeniami, momentalnie wróciła jednak do swoich spraw.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Lis 08, 2016 4:56 pm

Przynajmniej nie gadał, a podejrzewał, że to byłoby znacznie gorsze niż to, jak nuci. Zrobił to trochę im na przekór, chociaż najwyraźniej osiągnął skutek odwrotny od zamierzonego. Niemniej jednak, to, że udało mu się rozbawić ukochaną. Co było dość zaskakujące i pod wieloma względami miłe. Uważał, ze ma wewnętrzne pokłady poczucia humoru, ale trzeba było je odpowiednio wydobyć.
Akurat, jak się śpiewało po pijaku to nikt nie zwracał uwagi na to, że fałszuje albo, że pieje jak stary kogut. Zdecydowanie nie umiał śpiewać i nie marzył też o karierze barda czy śpiewaka. Choć gdyby zaistniała taka potrzeba, byłby w stanie się w takiego wcielić. Zachowania paniczyka nie skomentował, zwłaszcza, że było poniżej wszelkiej krytyki.
Było to zdecydowanie dobre, że będą mogli to zrobić. On sam chętnie ogrzeje się przy ogniu, zje coś i przy odrobinie szczęścia znajdzie dla siebie i Maroo pokój na noc. I może będzie on na tyle czysty i schludny, że w łóżku nie znajdą małych, upierdliwych żyjątek.
- To się jednak okaże, czy o wnętrzu tej karczmy będzie można powiedzieć to samo – zwrócił się do ukochanej. Wysłuchał też swojej kobiety, która chciała najwyraźniej ich do tego zmobilizować. – Nie ma co zwlekać z tym, ptaszyno[/b] – odparł. To była jedna z tych chwil, w których zgadzał się z nią w stu procentach. Zamierzał tego dopilnować, by ich konie dostały świeżą wodę i siano albo jabłko oraz by miały poluzowane popręgi.
Westchnął ciężko, widząc, że ona sama zsiadła z konia. Nie rozumiał w tym momencie jej zachowania, zwłaszcza, że był skłonny jej pomóc w tym. Może teraz nie był potrzebny, w końcu nie potrzebowała ani jego ręki ani fiuta.
Sam mimo wszystko lepiej zniósł pewne rzeczy, nawet jak rzyć bolała go niemiłosiernie. I chyba tylko mogła go boleć bardziej, gdyby go ktoś wychędożył bez mydła i wbrew jego woli. Sam poklepał swojego wierzchowca po szyi i zmierzał z nim do stajni.
A co do łowczyni… chce, niech jedzie. Pytał bardziej konkretnie, tak by w razie czego można było ją odnaleźć. Bo nadal mu ta Północ niewiele mówiła, a też wiedział, że ona może robić postoje w mniejszych wioskach. Nie widział też sensu, by ona tutaj zawracała. Być może oni na nią nie będą czekać. Ale to w sumie nie był jego problem, by o to zabiegać.
Powiedziałby, że trafili na podrzędną oberżę zamiast na przytulny zajazd, ale mógł się zdecydowanie mylić. Chociaż po tym, jak weszli do środka to wrażenie tylko się umocniło. Były przecież gospody, w których sale pękały w szwach zwłaszcza w porze obiadu albo w jej okolicach. Możliwe, że tutaj było inaczej albo nie gotowano tutaj dobrze.
Ewentualnie to tylko wina pogody.
Wszedł za magiem, wnosząc również swoją porcję błota. Nie ściągnął kaptura z głowy i też stał się czujniejszy, omiatając to pomieszczenie różnobarwnym spojrzeniem. Czujność była wskazana, bo można odnieść wrażenie, że spoglądająca na nich klientela to szemrane typy. Zwłaszcza, jeśli chodzi o tych dwóch osiłków.
Rozglądając się też szukał stolika, przy którym siedząc będzie mieć widok na całą izbę i drzwi wyjściowe. Zwracał też uwagę na ukochaną, która być może już weszła do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Lis 08, 2016 6:06 pm

Może była zmęczona, ale zdecydowanie należało zadbać o wierzchowce, które w sumie… również zasłużyły na trochę odpoczynku. Widziała, że ukochany chce jej pomóc, ale w sumie… póki była w stanie się jeszcze sama ruszyć, to zdecydowanie musiała to zrobić, bo jak da sobie pomóc to już w ogóle źle się potem skończy. Poza tym jej ukochany nie był przykładnym dżentelmenem, więc poniekąd jego zachowanie było zaskakujące.
Zamierzała się zająć nie tylko swoim wierzchowcem, ale też biedny koniem pozostawionym przez maga. Więc o niego również zadbali razem z Mavethem. Wprowadzili konia do stajni, nakarmili i dopilnowali by miał co pić. Potem zdecydowanie można było udać się do karczmy.
I wychodziło na to, że jest jedyną osobą rozumiejącą problemy innych ludzi. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do Maga i do Łotrzyka zdjęła buty po tym jak weszła do karczmy, jeszcze stojąc na jej progu. Po deskach przeszła się dopiero bosymi stópkami. Co z tego, że lubiła chodzić boso? Teraz było to również grzeczne, bo przynajmniej nie przynosiła więcej błota. A także swoje buty ustawiła pod drzwiami i sprawnie ominęła te plamy naniesione przez towarzyszy. Zrzuciła z głowy kaptur i wyciągnęła spod mokrej peleryny włosy. Zresztą pelerynę również zdjęła i powiesiła na wieszaku lub czymś w tym stylu.
Uczepiła się ukochanego nieco. Czy bała się tych ludzi, tu zgromadzonych? Nie. Przywykła do szemranych typów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Lis 08, 2016 7:01 pm

No to się trochę nabrudziło, ale co zrobić? Przecież to normalne, że w gospodzie się trochę nabrudzi, bo przewijają się tutaj goście. Co innego, gdyby wejść do kogoś do domu. Tutaj zgodnie ze zwyczajem skośnookich drani należałoby zostawić buciory na progu. Ale panicz Bern się tym nie przejmował. Przecież nie byli w Cesarstwie Renlai.
Młody mag skupił się raczej na osobach przebywających na sali. Skinął uprzejmie głową temu staremu Amarycie, a następnie przeniósł spojrzenie na pozostałych. Podejrzanych osiłków wolał unikać, bo on w przeciwieństwie do Maroo i Mavetha nie zadawał się z podejrzanymi typami... i trochę się ich bał. O wiele lepiej czułby się w towarzystwie takiej arystokratycznej paniusi czy jasnowłosego chłopaczka. Oj tak, na tym ostatnim typku skośne oczy pana Berna zatrzymały się dłużej. Właściwie to Elouan miał ochotę przysiąść się do tego młodzieńca, ale ostatecznie się powstrzymał.
- Może usiądziemy w rogu, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać o tym problemie, który cię trapi, pani Maroo? - mag uśmiechnął się uroczo do dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Lis 09, 2016 7:04 am

W rzeczy samej nie była to wystawna, ekstrawagancka gospoda, tylko jeden z dziesiątek identycznych zajazdów przy trakcie głównym ciągnącym się pomiędzy Lys a Amper - prosty, schludny, przeznaczony dla przyzwoitych podróżnych. Ardeńskie władze troszczyły się o tych, którzy walali się pół życia po świecie na tyle, by zapewnić im co wieczór twarde łóżko, miejsce do wysuszenia nóg i miskę strawy.
Karczmarz, zauważywszy działania Maroo, odetchnął chyba w duszy z ulgą i momentalnie wyszedł zza kontuaru uzbrojony w jakąś szmatę.
- Panienka pozwoli... - zaproponował, biorąc od niej przemoczone jakby na to nie patrzeć buty - ustawi je przy kominku, żeby wyschły. Będą jak znalazł na dalszą drogę, a podłoga w karczmie była tak czysta (nie licząc miejsc, w których wysmarowali ją błotem Maveth z Elouanem), że bez problemu można było biegać i na boso.
Znalezienie wolnego miejsca do siedzenia nie było trudne, bo i gości za dużo się dziś nie uzbierało. Może przez pogodę, a może przez fakt, iż do wieczora wciąż zostało jeszcze kilka godzin. Tak, czy inaczej, sprawnie zlokalizowali wolny stolik umieszczony pod przeciwną do wejścia ścianą, siedząc przy którym mieli przyzwoity widok na większą część pomieszczenia i nudzącego się blond dzieciaka w ramach najbliższego sąsiada.
Karczmarz przejechał inną szmatą, zamontowaną na szczotce po brudnej części podłogi, na świeżo zbierając ohydne błoto ze swoich wypolerowanych desek, po czym podszedł do ich stolika z zapytaniem, czego państwo sobie życzą.
- Jeśli mogę coś polecić, to jest dziś świeżo zrobiona zupa ogórkowa, przed południem dowieziono też ryb. - wtrącił, spoglądając po gościach. Mówiąc szczerze, był okropnie wysoki - tym bardziej widać to było, gdy usiedli, a on górował nad nimi niczym jeden z tych posągów, które upycha się w świątyniach, ledwo mieszcząc je pod sufitem.
Elouan zrządzeniem losu usiadł tak, że ponad ramieniem Mavetha tudzież głową klejącej się doń Maroo mógł zerkać na bawiącego się monetą chłopaczka. Ot, zwykły obrazek karczemny, nic nadzwyczajnego... Gdyby nie to, że mógłby przysiąc iż czasem widzi ciemne, rozwiewające się prawie momentalnie smugi czegoś na kształt dymu przemykające między jego bladymi palcami i srebrem pieniądza. A może tylko mu się zdawało i to odblaski igrających na palenisku płomieni mieszały mu w głowie?

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Lis 09, 2016 5:24 pm

Sam uważał, że jego wierzchowiec zasługiwał na odpoczynek i świeżą wodę oraz siano czy jabłko i luźniejszy popręg albo nawet całkowite rozsiodłanie. Zwierzęta też były pod wieloma względami lepsze od ludzi, a też nawet, jak można o nim powiedzieć, że jego wrażliwość mieści się w łyżeczce do herbaty, wolał tego konia szanować. Tym bardziej, że wypoczęty, zadbany koń lepiej znosi długie podróże i mniejsza szansa, że zrobi sobie krzywdę w takich warunkach pogodowych. A to tym samym mniejsze zagrożenie dla jeźdźca. Chociaż, jeśli któryś koń złamie nogę i tak należało mu ulżyć. Mag sam akurat powinien zadbać o swojego konia, ale takie paniątko pewnie nigdy nie musiał czegoś takiego robić.
Zapamięta to sobie, by następnym razem nie wykazywać minimum dobrej woli, w końcu nie jest przykładnym dżentelmenem i to przecież powinno zwalniać go z pewnych starań. Z drugiej strony, kobietom nie sposób dogodzić.
Jak nie zachowuje się jak przykładny dżentelmen to zazwyczaj się nagle okazuje, że one tego oczekują. A jak się zachowuje tak, jak zazwyczaj tego oczekują to jest to niepożądane, bo przecież to niespotykane dla niego zachowanie. Też miał swoje za uszami i jeśli się o tym dowie, może chcieć mu wydrapać oczy albo wyrwać nogi z dupy.
Spojrzał na nią dziwnie, spod uniesionych brwi, kiedy zdjęła buty zostając na boso. Był sceptyczny do tego typu praktyk i to nie był wymóg. Chrząknął cicho.
- Nie wygłupiaj się, kobieto… wolę, byś nie chodziła boso w tej karczmie – powiedział poważnie do ukochanej, która wpadła na tak „genialny” pomysł. Co innego, gdyby je zdjęła dopiero w pobliżu kominka i tam chciała usiąść. Wtedy mogłyby wyschnąć. Choć jak się okazało, karczmarz był jej najwyraźniej wdzięczny i najwyraźniej sam chciał jak najszybciej posprzątać.
Co do zdejmowania mokrej peleryny nie mógł spróbować jej tego zabronić. Sam by to zrobił, gdyby nie to, że wtedy musiałby bardziej się pokazać. Objął ją pasie, korzystając z tego, że się go uczepiła.
Zarejestrował to, co mag powiedział do jego ukochanej. Zmarszczył lekko czoło, choć materiał kaptura mógł sprawić, że to nie było widoczne. Nie uważał tego za najlepszy pomysł. W końcu rozmawiając o czymś tak niezwykłym i potężnym może ona napytać sobie biedy.
- Na razie Maroo i ja coś zjemy – odparł i to możliwie zanim ona zdołała zabrać głos w tej akurat kwestii.
Był zadowolony, że znaleźli takie miejsce, z którego będzie mógł obserwować większą część tej izby i na część klienteli i karczmarza.
Czego on sobie życzył. Wiedział, że na pewno wybierze ogórkową i wiedział, że Maroo lubi ryby. On też lubił ryby, ale je mógł tylko przewyższyć aromatyczny, dobrze doprawiony gulasz z warzywami i dzban piwa. Samo myślenie o nim mogło sprawić, że ciekła mu ślinka.
- W takim razie podaj mi zupę ogórkową, a zamiast ryby mięsny gulasz… o ile nie cierpicie na niedostatek dziczyzny. I koniecznie dzban piwa. Ptaszyno, co chcesz zjeść? Domyślam się, że rybę zjesz bardzo chętnie – nie namyślał się długo, bo już po chwili przedstawił swoje zamówienie. Oczywiście, też zwrócił się do ukochanej, bo tak się składało, że maga nie zamierzał o coś takiego pytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Lis 14, 2016 8:05 am

Zachowanie karczmarza ją zaskoczyło, a jednocześnie było na swój sposób miłe. Uśmiechnęła się do niego ciepło i co ważniejsze skinęła mu głową. Cóż pozwalała, a potem spojrzała na Mavetha, który jak zwykle miał swoje problemy pt. nie rób tego kobieto. W sumie nie lubiła tych jego problemów.
-Jest czysto, poza tym dobrze wiesz, że wolę chodzić boso. Nie lubię butów – poinformowała ukochanego, bo w sumie ona zawsze i wszędzie, nawet po ich wcześniejszym miejscu zamieszkania chodziła boso, co mogło się wydawać wręcz niewyobrażalne. Miała nieco grubszą podeszwę stopy, poza tym, to pomagało jej poruszać się niemal bezdźwięcznie. No i chodzenie boso było zdrowe, ale o tym współczesna medycyna nie mówiła, bo w sumie współczesna medycyna nie istniała, ale cii.
Nie rozmawiając o tym z nikim, ani nie ucząc się nad tym panować również mogła sobie napytać biedy. A niestety luby zbyt rzadko bywał ranny, by mogła na nim faktycznie ćwiczyć. Co wcale nie znaczyło, by chciała, żeby coś mu się działo.
-Usiądź z nami, panie Czarodzieju. Chociaż to nie do końca Mavetha sprawa, to może o tym słuchać i dobrze poniekąd wie, o co chodzi – powiedziała z delikatnym uśmiechem. Nie wystosowała jednak żadnych innych gestów względem tego maga, w końcu… po pierwsze nie wiedziała czy może, a po drugie nawet jeśli Maeth dżentelmenem nie był i idealnym ojcem, ani niczym takim również, to mimo wszystko… nie chciała mu robić na złość, ani dawać powodów do zazdrości. O ile do takowej w ogóle był zdolny.
Jeśli pan Czarodziej, Mag zgodził się z nimi usiąść, to zapewne razem zasiedli – Drużyna Pierścienia, a raczej Amuletu w komplecie – do stołu i w sumie można był zamówić coś do jedzenia. Co znacznie zostało ułatwione przez miłego karczmarza.
-Chce rybkę! – Niemal jak dziecko, chociaż było w tym coś niemal uroczego, zwłaszcza że jej miękkie i śnieżnobiałe uszka poszły zabawnie w górę, a ona wyszczerzyła perłowe kiełki. Posłała słodki uśmiech panu karczmarzowi, który był bardzo miły, a jeśli odszedł, to jej uwaga skupiła się na panu Magu. Bo w sumie chciała z nim porozmawiać, bo może był w stanie jej pomóc.
-Chciałam… porozmawiać o… Zielonych Palcach. Ale panicz pewnie nie wie co to znaczy… – nieco się zmieszała, bo w sumie nikomu nie mówiła o swoich zdolnościach. Właściwie to tylko Maveth o tym wiedział i kilku akrobatów. -Cóż… nazwałam w ten sposób swoją zdolność, która… pozwala mi leczyć. Robi mi się wtedy ciepło, a opuszki palców stają się… zielone i wtedy wiem, że… mniej więcej wiem, bo w ogóle nie wiem jak to działa, że… mogę leczyć. Bo to… taka chyba magia – nie wiedziała w sumie jak o tym powiedzieć, a też machnęła lekko ogonem. Spojrzała na Mavetha, bo może on będzie umiał to lepiej wytłumaczyć. W końcu to jego najczęściej leczyła. Nie licząc leczenia ziołami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Lis 14, 2016 5:53 pm

Miło było wreszcie zająć przytulny kącik i to na dodatek w pobliżu kominka. Jest więc szansa, że przemoczone rzeczy szybko przeschną. Kiedy ekipa się rozsiadła, od razu zjawił się karczmarz. Pojawienie się obsługi zostało przez Elouana skwitowane uroczym uśmieszkiem. Oj, ktoś tutaj zdecydowanie był głodny i marzył o czymś ciepłym.
- Dla mnie niech będzie ta ogórkowa - odparł mag. Warzywa są przecież zdrowe, a dupsko od nich nie rośnie. No i pan karczmarz chyba poczuje się spełniony, bo tak tę zupę zachwalał, że to aż dziwne.
W oczekiwaniu na zamówienie panicz Bern zerkał kątem oka na tego uroczego chłopaczka. Po prostu nie mógł się powstrzymać. Tak to już było, że instynktownie spoglądało się na piękne rzeczy, prawda? Wszystko byłoby w sumie fajne, gdyby nie fakt, że wokół palców młodzieńca pojawiły się jakieś cieniste smugi... a może to tylko złudzenie optyczne? Elouan wolał się temu uważniej przyjrzeć, dlatego wciąż zerkał na dłonie tajemniczego nieznajomego. Otrzeźwiał dopiero, kiedy odezwała się Maroo.
- To prawda, nigdy nie słyszałem o czymś takim jak Zielone Palce - potwierdził mag, przenosząc spojrzenie swoich czarnych jak otchłań oczu na Maroo. Pozwolił dziewczynie się wypowiedzieć, uważnie przysłuchując się jej słowom. Może ekspertem nie był, ale to, co to słodkie stworzonko mówiło, brzmiało dość znajomo.
- Istnieje wiele odmian magii, panienko - zaczął Elouan, po czym posłał kotowatej uroczy uśmiech - Niektóre wymagają studiowania ksiąg i uczenia się formuł... a inne są wrodzonym darem, którego używanie przychodzi bardzo spontanicznie. Z twojego opisu wynika, że jest to jakaś dziedzina magii natury. Dość niezwykła sprawa, gdyż ten rodzaj magii znają jedynie Dzieci Lasu.
Zamilkł na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Spontaniczna wrodzona magia potrafi być niebezpieczna, jeśli posiadacz nie ma wystarczająco silnej woli. Bywa to groźne w przypadku magii żywiołów. Ale na szczęście w twoim przypadku nie trzeba się tego obawiać. Uzdrowiciele są bardzo cenieni i mile widziani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Lis 14, 2016 6:32 pm

Karczmarz wskazał im jeszcze zamieszczone przy kominku haki, które mogły im posłużyć do wysuszenia wierzchnich części garderoby przed dalszą podróżą, po czym zabrał się za kolekcjonowanie zamówień. Kiedy już wszyscy zgodzili się na tą nieszczęsną ogórkową i dodatkowe ekscesy, skinął im głową i zniknął na zapleczu, pewnie udawszy się do kuchni w celach dość przewidywalnych.
Maroo i panicz Bern zaczęli debatować półgłosem nad tymi dość niecodziennymi zdolnościami dziewczyny, a Maveth mógł sobie w tym czasie pooglądać resztę sali. Znaczy: zamknięte drzwi, znudzoną jaśnie panią obracającą pierścionek na palcu, popijających z małym przekonaniem piwo mężczyzn, deszcz bębniący w szyby, jakiś obcych, którzy właśnie zajechali na plac przed karczmą... Zeskoczyli z koni ciężko, jeden wziął oba konie do stajni, a drugi ruszył w kierunku wejścia, powiewając szarą peleryną, spod której widać było emblemat wyszyty na jego klatce piersiowej - złote słońce Ardenii. Każdy, kto miał do czynienia z amarytami choć raz w życiu wiedział, że na piersi nosili je tylko żołnierze i strażnicy. No i paladyni, oczywiście.
Skrzypnięcie nóg krzesła o drewnianą podłogę - normalny dźwięk, kiedy siedzi się w tawernie, prawda? W sumie normalny. Blond chłopaczek chyba znudził się siedzeniem, bo złapał swoją torbę i bez słowa ruszył ku schodom prowadzącym na piętro, gdzie z dużym prawdopodobieństwem znajdowały się pokoje gościnne.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Lis 15, 2016 5:56 pm

Zdecydowanie o jakiejś względnej dyskrecji mógł pomarzyć. Uważał, że nawet jak się mogą jakoś wyróżniać wśród prostych ludzi, zwyczajnych klientów to powinni unikać czegoś takiego. Maroo była naprawdę charakterystyczną osobą pod względem wyglądu i zachowania, czego wszyscy byli świadkiem.
Westchnął ciężko, słysząc taką odpowiedź. Zdecydowanie była ona do przewidzenia, w końcu zbyt często ją słyszał.
- Doskonale o tym wiem, że nie lubisz butów – odparł jedynie i znów westchnął. Tutaj może było czysto i schludnie, jak i ciepło, ale w wielu miastach nie sposób poruszać się boso.
Może na nim nie mogła często praktykować używania tych mocy, tym bardziej, że uważał na siebie i też jego napierśnik był zrobiony z na tyle grubej skóry, wzmacnianej metalowymi płytkami, że przy odrobinie szczęścia jego narządy wewnętrzne przetrwają podczas walki. Chociaż prawdą było to, że żadna zbroja, napierśnik nie były niezawodne. On musiał nosić lekkie elementy uzbrojenia.
Ale wystarczyłoby jej słowo, a przyniósłby jej rannych. Co z tego, że wielu z nich byłoby jego ofiarami, ale czego nie robi się dla ukochanej kobiety. Wilk syty i owca cała.
Nie spodziewał się, że ona zaprosi tego czarodzieja do ich stołu, dlatego spojrzał na nią spod kaptura i uniesionych brwi. Chociaż wiedział, że chciała z nim porozmawiać.
- To raczej nie najlepszy moment na takie rozmowy – wymruczał. Inną sprawą było to, że nie odpowiadała mu obecność tego paniczyka. Zazdrosny? Względem tego pizdusia? Najbardziej mu przeszkadzało, że się kurwiła.
Było to niemalże urocze, że zachowywała się w tym momencie jak dziecko, nadstawiając w zabawny sposób swe uszka i szczerząc zęby.
- Dostaniesz w takim razie rybę – odparł. Teraz było ich stać na takie specjały, chociaż on też potrafił zrobić dobrą rybę w warunkach polowych, jak większość dań. Słuchał tego, co ma do powiedzenia i nie zamierzał się odzywać, ale złapał spojrzenie ukochanej i chrząknął cicho. Zreflektował się.
- Jest po tym trochę… albo trochę bardzo zmęczona, ale może to zrobić. Jej zdolności w jakimś stopniu pozostawiają minimalny ślad na ciele kogoś, kogo ona leczyła – dopowiedział. Bo prawdą było, że nie umiał tego lepiej wytłumaczyć od niej, ale swoje dopowiedział. Te zdolności zmieniły kolor jego prawego oka, a innych zmian kolorystycznych nie zauważył. Nie potrafił tego wyjaśnić. Ale ten paniczyk da radę, o ile nie będzie patrzeć tam, gdzie nie powinien. Chociaż trochę się przeliczył, bo wiele to on nie powiedział. Ot, parę mądrości i stwierdzenie, że istnieje ona u Dzieci Lasu.
Powiedziałby, że ukochana ma za silną wolę. Ale dobrze, że nie trzeba się tego obawiać. Wymruczał coś pod nosem odnośnie stwierdzenia, że uzdrowiciele są cenieni i mile widziani. Wprawne ucho usłyszałoby ciche „uzdrowicielką”, „kurwą”, co mogło wskazywać, że cicho pomstuje na to, że wybrała taką profesję. Oparł obie dłonie na blacie stołu. Zamilkł, powracając też uważnej obserwacji tego pomieszczenia. Teraz ponownie ocenił pewne rzeczy – bogatą jaśnie panią, którą zdecydowanie będzie musiał uwolnić od możliwie pękatej sakiewki. Możliwe, że potem dosiądzie się do tych, co piją to piwo. Obecność nowo przybyłych, którzy mogli być strażnikami, żołnierzami czy paladynami nie napawała optymizmem, ale przecież nic złego… jeszcze nie zrobił. Odprowadził też kątem oka tego blondyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   

Powrót do góry Go down
 
Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień
Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Opowieści z tysiąca i jednego traktu :: Wieczorem przy ognisku :: Rozdział I:-
Skocz do: