Opowieści z tysiąca i jednego traktu

I o Tobie ktoś kiedyś napisze balladę... Może nawet zupełnie niezłą, kto wie?
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Paź 18, 2016 7:57 pm


zapachniało powiewem jesieni,
z wiatrem zimnym uleciał słów sens


~~*~~

Miasto takie ciche, wciąż pogrążone we śnie, zdawało się zupełnie obce, jakby wymarłe. Jedynym, co słychać było w Lys przed świtem pierwszego dnia jesieni, był deszcz, który zaczął siąpić na grubo po północy i najwyraźniej nie zamierzał się jeszcze kończyć.
Stali w bramie miejskiej, ściśnięci pod dachem wraz z końmi, w płaszczach wciąż ociekających wodą. W kałużach odbijały się pierwsze promienie wstającego wolno słońca, słabe i wątłe, ślizgające się pomiędzy kroplami deszczu, nie chcąc pozwolić, by wszechobecna ulewa zdusiła je do końca, pogrążając świat na wieczność w ciemnościach nocy.
Jasnowłosej, zaspanej dziewczynie w kapturze zaciągniętym głęboko, zasłaniając puchate uszka i zniecierpliwionemu, wyraźnie z czegoś niezadowolonemu mężczyźnie o dwukolorowych oczach, towarzyszyła małomówna, krzątająca się wokół koni thratka o poważnej twarzy i odstających uszach. Maveth i Maroo wiedzieli już, że to łowczyni, Tasha, której głównym zadaniem miało być szukanie śladów uciekiniera na trasie, jako że żadne z nich nie miało doświadczenia w dziczy.
Spomiędzy domów wyłoniła się kolejna postać - niewyspany, młody mag o długich, białych włosach zmierzał ku nim w pośpiechu. Jeden z koni zarżał cicho, przestępując z nogi na nogę, niecierpliwie. Im szybciej ruszą, tym szybciej się to wszystko skończy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Paź 18, 2016 8:55 pm

Wiedział, co miał zrobić i wiedział, że tego nie zrobił. Nie można powiedzieć, by udało mu się uniknąć tych niechcianych zobowiązań. Mężczyzna, u którego miał dług o nim nie zapomniał.
Trzeba przyznać, że to zlecenie byłoby nad wyraz korzystne dla niego. Miał się pokręcić, ukraść, co trzeba i napełnić swoją kiesę wszystkim, co się nawinie. Szkoda, że szansa na to przeszła mu koło nosa. Co wcale nie było dobre.
Chociaż to zostało mu w pewnym sensie wynagrodzone, bowiem dość przyzwoicie go opłacono. Może tym samym powinien zmienić fach, jakim się trudnił?
Zwykle wstawał z pierwszymi promieniami słońca, co w okresie jesienno-zimowym zawsze przychodziło mu trudniej. Stojąc pod dachem, w bramie miejskiej stał odziany w swój czarny płaszcz, z kapturem narzuconym na głowę i chustą, którą zwykle zasłaniał twarz spoczywającą luźno pod szyją.
Obejmował ramieniem jasnowłosą, swoją kobietę. Ale tak… był niezadowolony, tym razem z pogody i z zarazem z obecności tej kobiety, która była łowczynią. Sam umiał tropić, zwłaszcza zwierzynę i wpojono mu umiejętność śledzenia swych celów. W końcu coś jest było trzeba i te umiejętności bardzo mu się przydawały. W dodatku nie ufał tej kobiecie.
Och, świetnie… będą mieć towarzystwo. Kolejna osoba, której nie będzie ufał. W dodatku to wszystko za długo trwało, ale rozumiał, że musieli czekać na jednego spóźnialskiego, któremu widocznie najciężej było wstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Paź 18, 2016 9:25 pm

Było... za wcześnie. Dla niej zdecydowanie. Zwłaszcza, że ona aktywniejsza była w nocy. Już nie wspominając o tym, że nie lubiła deszczu i ogólnie zimna. Nienawidziła zimy. Wtedy w sumie najchętniej by z domu nie wychodziła i obsraną mietłą nie można jej było z chaty wygonić.
Kaptur opadał jej na oczy, nawet pomimo dość pokaźnych rogów, będących śladem po krwi Dervi, która to płynęła chcąc nie chcąc w jej żyłach. Peleryna ogólnie była długa, ale to dobrze, na swój sposób również gruba, co też było dobre. Do tego prosta tunika, z bufiastymi, luźnymi rękawami, skórzany, lekki napierśnik, który dostała od przyjaciółki akrobatki, porządne skórzane spodnie, które dostała od kolegi... lekko zniewieściałego akrobaty. No i buty. Nie mogła przecież wyruszyć na trakt w bosych stopach. A przynajmniej tak wszyscy twierdzili, ona tam lubiła chodzić boso. Niemniej buty też miała porządne, również pożyczone. Z akrobatami w sumie dobrych kontaktów przez pewien czas nie miała, ale byli mimo wszystko jej rodziną, a ta mimo niesnasek dba o siebie.
Dobrze, że Maveth ją obejmował, bo jak nic wylądowałaby pyszczkiem w błocie. A tak to przynajmniej... spała na nim. Wtulając się w jego ciało i cicho mrucząc z zadowoleniem. Sama obejmowała go mocno w pasie, tuląc się do jego ciepłego boku. Oj tak, kotki lubią kraść ciepło innych żywych stworzeń. Zwłaszcza takich, które są do tego chętne. Łowczynię miała gdzieś, tak długo, jak długo nie zbliżała się do jej ukochanego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Paź 18, 2016 9:44 pm

Oj nie chciało się wstać. Tak bardzo nie chciało. Niby miało się te wprawę po zarwanych nocach na nauce, ale wstawanie przed świtem to zbrodnia. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym kiedy dzień był bardzo krótki. Ale jeśli chodziło o zimę, to Zefiryci uwielbiali chłodek, więc tutaj młody mag nie widział problemu.
Spóźnił się, a jak. Magowie zawsze się spóźniali. To należało już do ich niepisanych zasad. Tak więc wcale nie przyspieszył kroku, kiedy zobaczył, że wszyscy na niego czekają. Gdyby był bardziej wyspany, może by się wysilił. Może.
Dowlekł się w końcu do zebranych, próbując wypatrzeć "przywódcę" grupy. Takich cudaków jeszcze nie widział. Zwłaszcza interesująca okazała się ta kobieta, która ucięła sobie drzemkę na ramieniu swojego towarzysza. Ale romantycznie.
- Przysyła mnie rektor Uniwersytetu Lys - oznajmił krótko mag, aby wszyscy zebrani wiedzieli, że jest kimś ważnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 19, 2016 3:23 pm

Nieufność w spojrzeniach i te niewygodne, ciągnące się w nieskończoność przerwy pomiędzy kolejnymi wypowiadanymi kwestiami... Wczesna pora i chyba po prostu cała sytuacja nie sprzyjały zawieraniu znajomości, ale raczej nie mieli innego wyjścia: wyglądało na to, że utknęli ze sobą na najbliższe dni, które z łatwością mogły przerodzić się w tygodnie, jeśli się nie sprężą. Albo jeśli deszcz nie ustanie niebawem i wszystkie trakty utoną w błocie, odcinając im dalszą drogę. Albo... Nieważne. Lepiej nie zastanawiać się co mogło pójść nie tak, tylko ruszać przed siebie póki czas.
Łowczyni zerknęła na Elouana i skinęła mu głową, co prawdopodobnie w jej "języku" dzikich ludzi z lasu oznaczało szacunek, po czym ostatni raz podciągnęła zniecierpliwionym koniom popręgi. Bo tak, uniwersytet załatwił im cztery wierzchowce. Kiedy ostatnio siedzieli na grzbietach takowych? Maveth i Maroo nie grzeszyli ciężarem kiesy, a podróżowanie pieszo lub bycie podrzucanym przez jadące w stronę miasta wozy było znacznie tańszą opcją niż nabycie, czy choćby wypożyczenie konia. Z drugiej jednak strony szlachta też raczej nie wybierała się zwykle w podróż w siodle - od czego są powozy? Innymi słowy zapowiadało się mnóstwo radości i obolałych tyłków.
Tasha spojrzała po nich wyczekująco, już z grzbietu własnego, trochę nerwowego wierzchowca. Pogadają sobie na trasie.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 19, 2016 4:14 pm

Wiedział, że dla Maroo było o wiele za wcześnie i że ona była bardziej aktywna nocą. Wiedział też, że nie lubiła zimna i deszczu. Wiedział, że najchętniej by siedziała w ciepłej i suchej izbie, ale takowej nie mieli na chwilę obecną. On też nie przepadał za zimnem, jednak czasem nie da się uniknąć.
On sam nosił nie tylko płaszcz ze skóry, ale czarną, dość grubą tunikę oraz skórzany kaftan, który również stanowił pewną osłonę dla ciała, a przy tym nie krępował mu ruchów.
Nosił też skórzane spodnie, których nogawki zawsze chował w butach. Na plecach miał sajdak z łukiem i strzałami oraz dwa noże bojowe.
Nie miał nic przeciwko temu, że Maroo śpi wtulona w niego, cicho przy tym mrucząc. Nie zamierzał jej budzić, przynajmniej dopóki nie będzie to konieczne. Chociaż jeśli zaśnie to też nie będzie problem, zwłaszcza, że mając to na uwadze i ją dobrze znając, będzie mieć na nią oko i w razie czego trzymać ją blisko siebie.
Potrafił być cierpliwy, ale za czekanie na spóźniającego się maga nikt mu przecież nie płacił.
Szczęśliwie nie zależało mu na jego szacunku względem swojej osoby, więc pod tym względem nie musiał się wysilać. Spoglądał też na niego spod lekko zmarszczonych, okolonych naturalną ciemną obwódką różnobarwnych oczu – lewego brązowego i prawego zielonego, przez które przechodziła długa blizna.
Urodzie to on prawie dorównywał Maroo, chociaż zdecydowanie nie był od niej piękniejszy. Powiedział, że daleko mu do bycia prawdziwym mężczyzną.
Najwyraźniej ma bardzo delikatny uścisk dłoni, co wcale nie było komplementem. Widywał takich fircyków i to nieraz.
Uniwersytet w Lys. Tam miał robotę, z której nic nie wyszło. Przegapił nie tylko szansę na uwolnienie się od swoich zobowiązań, ale darmową ucztę, która niewątpliwie miała miejsce. W dodatku, ktoś go ubiegł. A to wręcz niewybaczalne. Był czas, kiedy ponownie zastanawiał się nad osobą Morrigana. Chociaż zdecydowanie nie narzekał, póki co. Zwłaszcza, że ich hojnie opłacono. Mieli odzyskać skradzioną błyskotkę, przynajmniej w teorii. On doskonale wiedział w czyje ręce ona powinna trafić.
W tym momencie powinien zacząć się też zastanawiać, kim jest ten cały rektor. Nie wiedział, nie poznał go osobiście i tym samym ten piękniś dla niego nie był kimś ważnym. Na coś takiego można było zasłużyć czynami.
Wolał ludzi, którzy przedstawiają się imieniem i prezentują się, jako przydatni. Więc po chwili przyglądania się z pewną niechęcią, tak bliską pogardzie, wzruszył ramionami i spojrzał na ukochaną. O wiele lepiej współpracowało mu się z osobami z jego klasy społecznej.
Westchnął cicho i delikatnie – jak na siebie – szturchnął śpiącą Maroo.
- Musimy jechać – wymruczał do niej, mając nadzieję, że to wystarczy, by ją obudzić. A jeśli mu się uda to zamierzał przywiązać lejce czwartego konia do swojego siodła, tak by ona mogła jechać razem z nim na jego koniu. Wynikało z tego, że będzie mogła spać i gdy odeśpi to będzie mogła przesiąść się na tego czwartego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 19, 2016 5:12 pm

Spała, a świat się zmieniał. Ludzie przychodzili i odchodzili, woda lała się z nieba, czas płynął. Czekali, a ona ten czas w jakimś stopniu wykorzystywała dla siebie. Oj tak, odrobina odpoczynku, więcej snu nikogo jeszcze nie zabiło. A przynajmniej nie powinno. W końcu spanie nie było śmiertelnie niebezpieczne. Stawało się takie dopiero w momencie jak się spało na koniu albo trapezie paręnaście metrów nad ziemią. I jeśli na takim trapezie zdarzało jej się spać, tak na koniu jeszcze nie. Chociaż akrobacje na koniach... cóż stanie w siodle na rękach, stanie na siodle na nogach? Prościzna. Zwłaszcza, gdy miało się zmysł równowagi tak doskonały, jak kot czy ptak.
Ruszyła uchem, chociaż tego nikt nie był w stanie zarejestrować. Bo w sumie uszy miała pod kapturem. Słyszała kroki, głos miękki i rześki jak mroźny poranek. Kobieta? Uchyliła lekko powieki i w sumie... wiele nie widziała, kurtyna jej własnych rzęs przysłaniała jej świat.
Dopiero szturchnięta przez Mavetha bardzo się... obudziła. Ziewnęła z zabawnym, nieco piskliwym dźwiękiem - ach te stare zawiasy w szczęce - by potem przetrzeć drobnymi piąstkami oczka. Zrzuciła przez to kaptur ze swojego łba.
W ten sposób osłoniła swoją jasną twarzyczkę, rogi będące dowodem na płynącą w niej krew Dervi, a także miękkie, białe niczym najjaśniejszy śnieg włosy i... kocie uszka, co było dowodem dominującej w niej krwi Shatti. Choć największą furorę robić mogły oczy, niczym najpiękniejsze kamienie szlachetne, ametysty. Porcelanowa cera, a także długie i idealnie czarne rzęsy, których nie musiała w żaden sposób... upiększać.
-Gdzie? - Pisnęła do Mavetha. Chwyciła go za ramię, wtuliła się w niego, mrucząc i wciąż wyglądając na bardziej senną, niż obudzoną. -A może wrócisz ze mną do naszego łoża? Pod ciepłą pierrrrrzynę? - Zaczęła mruczeć. A potem przebiegła spojrzeniem po otoczeniu i widząc konia - tak, do tej pory umknęło jej, że stoją koło tych zwierząt - otworzyła usteczka i ułożyła je w idealne "o".
-Konik - wymruczała niczym mała dziewczynka. A widząc w sumie, że Maveth przy nich majstruje, aż się ucieszyła. -Będziemy jechać konno? - Refleks lvl szachista.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 19, 2016 6:44 pm

Nietrudno było pomylić szanownego panicza z kobietą, bo ktoś o tak delikatnej buźce i miękkim głosie raczej nie kwalifikował się na typowego mężczyznę. Nie żeby temu magowi to przeszkadzało. Często bawił go fakt, że ludzie musieli się chwilę zastanawiać nad jego płcią, zanim się do niego odzywali. Więc... milczenie obecnych przy koniach osób zostało tak właśnie przez panicza Berna zinterpretowane: "Nie wiedzą czy się do mnie zwracać per pan czy pani, taki jestem przepiękny". Gdyby miał pawi ogon, z pewnością by go napuszył w całej okazałości.
No cóż... po konnej przejażdżce Elouan już nie będzie taki piękny. Bo rzeczywiście, nie miał zbyt często okazji przemieszczać się na koniu, a jak już to były to krótkie trasy. O wiele wygodniej jeździło się powozami. A kwestia bolących tyłków to opowieść na inną okazję.
Towarzystwo wyglądało jednak na nerwowe i bardzo im się spieszyło. Nie pozostało więc nic innego jak tylko wpakować siebie i bagaż na koński grzbiet.
Panicz Bern zerknął na rogatą dziewczynę, która właśnie się obudziła. Była naprawdę niezwykłą istotą i przykuwała uwagę. A do tego była bardzo ładna. Mógł to stwierdzić nawet ktoś, kogo kobiety nie pociągają. Nic dziwnego, że białowłosy zawiesił wzrok na Maroo, ale ostatecznie wpakował się na swojego konia. Miał przeczucie, że mężczyzna towarzyszący tej dziewczynie, mógłby źle te spojrzenia zinterpretować. Facet wyglądał na typka spod ciemnej gwiazdy, więc lepiej takiemu nie podpaść. Zwłaszcza, że był z tą ślicznotką w dość zażyłych stosunkach, skoro tak do siebie gruchali.
- Tak, oczywiście... inaczej nie dopadniemy złodzieja - Elouan spojrzał krytycznie na zabłoconą drogę - Powiedziano mi, że jesteście najlepszymi łowcami, więc na pewno już macie jakiś trop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Czw Paź 20, 2016 12:47 pm

Wielkie brawa za refleks. Jak tak dalej pójdzie to zanim wyruszą, złodziej będzie już na drugim końcu kontynentu.
Koń łowczyni zatańczył niecierpliwie, ale kobieta przytrzymała go, by nie ruszył z miejsca. Istniała spora szansa, że bała się zostawić tą trójkę samych sobie. Jeszcze by się pogubili, albo co gorsza o coś pozabijali i tyle by było.
- Ruszył na północ. - odezwała się krótko. Jak na kobietę miała niski głos, trochę zachrypnięty. Pewnie od pogody, albo rzadkiego używania - nie wyglądała na taką, która strzępi język bez powodu.
Północ. Maveth nie był stąd, dla niego północ była w zasadzie tylko pustym terminem. Maroo świtało coś z opowieści o dżunglach gdzieś tam, daleko, z których pochodzili ludzie z równie co ona puchatymi uszami, ale prawda była taka, że żadne z nich nigdy nie miało w rękach mapy kontynentu. Elouan zaś, z lepszym lub gorszym skutkiem, został przeszkolony w podstawach geografii świata, mało radowała go jednak wiedza wyniesiona z owych zajęć: północ oznaczała, że jeśli zajadą pewnie wystarczająco daleko, zrobi się cieplej, ale też i częstotliwość opadów się wzmoże. Tyle dobrego, że jadąc przez Ardenię powinni mieć dostęp do porządnych traktów... Przynajmniej jeśli będą trzymać się bardziej uczęszczanych dróg.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Czw Paź 20, 2016 3:41 pm

Nie wiedział, że ona uchyliła powieki na chwilę przed tym, jak ją delikatnie szturchnął celem wyrwania ukochanej ze słodkiego snu. Przywykł do tego wszystkiego i w głębi duszy naprawdę uważał to za zabawne. Nigdy o tym nie powiedział na głos, jedynie czasem uśmiechał się kącikiem ust. Tak jak teraz właśnie, choć też to nie trwało na tyle długo, by ktoś to miał możliwość przyuważenia. A przynajmniej to było coś, co nie powinno mieć miejsca.
Na pytanie o to, gdzie jadą, spojrzał przelotnie na łowczynię.
- Dokąd zmierzamy? – Zapytał ją, uważając, że ona zdecydowanie powinna wiedzieć, dokąd się udają.
Po tym jak otrzymał odpowiedź, westchnął ciężko. – Na północ… nie wiem, co jest na północy – przekazał ukochanej i potarł krańce szczęki, wyczuwając pod palcami szorstką szczecinę zarostu. Naprawdę tego nie wiedział. Co więcej, dla niego był to nieodkryty ląd albo tam, gdzie diabeł mówi „dobranoc”.
Pozwalał jej na to, zresztą, była na tyle rozespana, że mogła jeszcze to robić. Roztoczyła przed nim bardzo przyjemną wizję, ale oni nie mi ich łoża ani takiej możliwości w najbliższym czasie, by skorzystać z takich dobrodziejstw.
- Chciałbym, jednak na razie nie mamy ku temu możliwości – odpowiedział z pewną niechęcią, bo prawdą było, że nie mieli ku temu możliwości. Może w trakcie podróży nadarzy się okazja ku temu, ze będą spać w ciepłych i może czystych łóżkach, bez robactwa.
Skoro się obudziła i mógł ją na chwilę zostawić samą, bez obawy, że przewali się na ziemię, postanowił przywiązać lejce czwartego konia do swojego siodła i sprawdzić zapobiegawczo popręgi. Nie można powiedzieć, by ufał tej łowczyni. Tak samo jak nie ufał temu magowi, który był – w jego oczach – strasznie nadęty.
Inni mężczyźni nie powinni obłapiać jego kobiety, także spojrzeniem, ale ten tutaj mu w żadnym stopniu nie dorównywał.
- Tak. Wsiadaj. Będziesz mogła spać – powiedział do niej, podchodząc do czarnego jak heban wierzchowca, którego odwiązał wodze i chwycił je pewnie w dłoń. Wskazał tym samym konia, na którego siodło ma wsiąść. Zapewne będzie chciała spać, dlatego to jej umożliwi. Jeśli wsiadła bez problemów na konia, którego jej wskazał, sam z miejsca to zrobił, tak by już nie przeciągać.
Ten paniczyk raczył chyba sobie żartować, wypowiadając te słowa o dopadnięciu złodzieja. Chociaż najlepsze nadeszło dopiero po chwili. Niemniej jednak chciało mu się śmiać i w końcu to miało miejsce. Zaśmiał się krótko, nieco ochryple i w jakimś stopniu rubasznie. Była w tym pewna ironia, z której dobrze zdawał sobie sprawę.
- A ty, paniczyku co tutaj robisz? To nie zadanie dla takich pięknisiów. Dobrze płacą to jesteśmy najlepszymi łowcami – zapytał go już z grzbietu swojego wierzchowca, nie bez jawnej kpiny i niechęci słyszalnej w głosie i kąśliwego uśmiechu błąkającego się na ustach. Prawda była inna, ale lepszych ludzi nie mogli znaleźć. Chociaż tutaj bardziej mówił o sobie. Jak tak hojnie płacą to mógł być praktycznie każdym. W granicach rozsądku. Bo za worek monet nigdy się nie skurwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Czw Paź 20, 2016 7:10 pm

Była śnięta, można by wręcz powiedzieć że spała na stojąco. Niemniej… zrozumiała odpowiedź, która padła. Mieli jechać na północ, to w sumie… dobra wiadomość. Chyba. Bo w sumie nie wiedziała, co jest na tej północy, takiego ważnego, by faktycznie tam jechali. W każdym bądź razie w taką pogodę, przy takim chłodzie najchętniej wróciłaby do łóżka, pod ciepłą pierzynkę, w dodatku z tym małym grzejniczkiem u boku. Tak, o draniu alias Mavethcie mowa. Spoglądała na ukochanego, ale też powiodła spojrzeniem po otoczeniu. A nawet po ludziach, którzy tu byli. Po pani przewodnik, która… wyglądała, co najmniej interesująco. Bo w sumie, takich to ona tylko w karczmach widziała. I był jeszcze… ten, którego przysłał rektor. Ale kim w sumie był rektor i kim w sumie był ten mężczyzna? I tak, rozpoznała w nim mężczyznę.
Jak? Ach te kobiecie sztuczki.
Spojrzała na Mavetha, kiedy wspomniał o tym, że będzie mogła spać. W sumie to nie miała nic przeciwko temu, by pospać dłużej. W dodatku miała możliwość wtulenia się w tego mężczyznę, a też to było bardzo… miłe, jakby nie patrzeć. Jednak, zbytnio obciążone zwierzę będzie się bardziej męczyło, już nie wspominając o tym, że przy tej pogodzie będzie się bardziej zapadało w błoto, a to było niebezpieczne. Zarówno dla wierzchowca i dla jeźdźca.
-Lepiej pojadę na swoim. Nie ma sensu obciążać bardziej jednego wierzchowca. Zresztą… ten chłód rozbudza – stwierdziła z delikatnym uśmiechem. A buty ją gniotą i wcale nie chciała jechać sama, ale tego już powiedzieć nie wypadało. Zanim założyła z powrotem na czerep kaptur, uwolniła wodze swojego konia i zaraz na niego sprawnie wsiadła. Nie widziała powodu by przedłużać. Chwyciła pewniej te wodze, włożyła nogi w strzemiona, usiadła tak wygodnie, jak wygodnie można było usiąść na koniu posiadając ogon, a także w końcu naciągnęła na głowę kaptur.
Spojrzała na „paniczyka” gdy zaczął mówić, a potem na Mavetha.
-Nie bądź niegrzeczny, kochanie – fuknęła na niego. -Łowcami? Ja jestem akrobatką – to palnęła w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Paź 21, 2016 8:33 pm

Złodziej zwiał na północ. Bardzo ogólna informacja, zwłaszcza że na północy mogło się znajdować sporo rzeczy. Elouan coś nie coś pamiętał z lekcji geografii, chociaż o wiele lepiej znał się na wysepkach Cesarstwa Renlai niż na innych miejscach. Jedyne, co skojarzył... to że będzie tam ciepło. Chociaż w głowie panicza zaświtała jedna, znajoma nazwa.
- Pozostaje mieć nadzieję, że dopadniemy go w Ardenii i że szybko wrócimy do domu - nie ma to jak zabłysnąć wiedzą geograficzną. Nie dość, że szanowny pan Bern emanował urodą, to jeszcze pokazał, że jest molem książkowym. Ale zachwyty odłóżmy na bok.
Bo teraz doszło do pierwszego konfliktu na linii zabijaka-arystokrata. Kpina i niechęć były łatwo wyczuwalne w głosie łotrzyka, co bardzo się białowłosemu magowi nie spodobało. No cóż, ludzie z niższych sfer już tak mieli. Dla nich szlachta to samo zło.
- Jeśli już, to panicz Bern. Elouan Bern - odparł, uśmiechając się bardzo uprzejmie. On w przeciwieństwie do prostaków musiał pokazać klasę. A swojego nazwiska się nie wstydził, bo miało swoją renomę wśród znawców magicznych kryształów.
- Jestem tutaj, aby pomóc w złapaniu złodzieja. Kradzieży dokonano w bardzo spektakularny sposób przy użyciu magii, więc to oczywiste, że powinien towarzyszyć wam mag - dodał po chwili, wyjaśniając kilka kwestii.
Kiedy futrzasta dziewczyna wspomniała o swoim zawodzie, skośne oczy Elouana rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Akrobatka? W sumie... to może mieć nawet sens. Złodzieje zwykle znają akrobatyczne sztuczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sob Paź 22, 2016 5:40 am

Łowczyni może i była mało społeczna, ale końmi zajmować się potrafiła, o czym Maveth niebawem się przekonał. Zauważył też jak kobieta zerka na niego, gdy zabrał się za poprawianie popręgów, nie powiedziała jednak nic. Cholera wie co się tam w jej rudej głowie roiło. Niewybredne komentarze mężczyzny, jak i nagłe wynurzenia Maroo zbyła milczeniem. Chociaż to akurat mogło być spowodowane faktem, iż milczała po prostu bez przerwy, z rzadka znajdując powód do otworzenia ust.
Nie dało się ukryć, że dopadnięcie uciekiniera na terenie Ardenii było preferowaną opcją - Elouan sam nie wiedział, czy gorsze byłoby bieganie za złodziejem po dżungli, czy pełnym oprychów Dominium.
Rodzina białowłosego panicza bez wątpienia była znana w odpowiednich kręgach, ale czy można było spodziewać się, że dwójka biednych najemników z zachodu kiedykolwiek miała w rękach prawdziwe magiczne kryształy, o znajomości spraw związanych z handlem nimi nie wspominając? No właśnie. Doprawdy skaranie boskie z tym ludem pracującym.
Skoro szanowni towarzysze niedoli zaczęli pakować swoje zady na konie, łowczyni spięła lekko swojego wierzchowca i mruknąwszy coś średnio słyszalnego o ruszeniu przodem, uczyniła to właśnie.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sob Paź 22, 2016 8:58 pm

On wolałby wiedzieć, co się mieści na północy, zwłaszcza, że tam mieli wyruszyć. Nic mu nie mówiła ta nazwa. Ale możliwe że to miejsce leży na wspomnianej północy. Przez jego usta przemknął grymas gorzkiego niezadowolenia, bo tak się składało, że nie każdy mógł wrócić do domu.
Sam chętnie by wrócił do łoża, pod pierzynę by wyjątkowo trochę dłużej pospać czy pochędożyć z ukochaną. Określał ich – nie bez sarkazmu – jako drużynę marzeń. Tak jak oni z Maroo tworzyli dość zgrany duet, tak o tej dwójce, łowczyni i temu paniczykowi nie mógł powiedzieć tego samego.
Tutaj zdecydowanie myślał o niej i nie proponował tego bez powodu, zwłaszcza, że to jego słodka ptaszyna spała na stojąca, oparta o niego. Miał tego świadomość i sam przeczuwał, że przez tą koszmarną pogodę, wręcz pod psem będzie trzeba prowadzić wierzchowce. Bo może wtedy uda się uniknąć zapadania w błoto i może koniom będzie lżej. A tym samym niebezpieczeństwo dla konia i jeźdźca zostanie ograniczone. Może nie będzie ryzyka, że koń sobie złamie nogę.
- Racja. Pogoda jest wystarczająco parszywa, że lepiej ich nie obciążać. Może być jednak tak, że będziemy musieli prowadzić nasze wierzchowce. Zawsze możesz zmienić zdanie, ptaszyno – zwrócił się do ukochanej. Nie interesowało go, czy paniczyk i łowczyni rozważą coś takiego. Mogła zawsze zmienić zdanie.
To fuknięcie wystarczyło, by chwycił pewne wodze jedną dłonią, tak by machnąć lewą.
- Naprawdę sądzisz, że jestem niegrzeczny? – Zapytał ją poważnie, ale z pewnym powątpiewaniem. On jeszcze nie zaczął być naprawdę niegrzeczny. Był tylko szczery, a że był szczery aż do bólu to inna sprawa. Szlachta zawsze miała wszystko od ręki, nie skalała się ciężką pracą i na dobrą sprawę, szlachta zasłużyła sobie na taką opinię.
- Czyli jednak paniczyk – podsumował tego osobnika, bo to dopiero teraz miał pewność, że ma do czynienia z mężczyzną. Wątpliwym, o zwiędłych jajach, ale mężczyzną. Tego jeszcze nie słyszał. Tutaj pojawił się pewien sceptycyzm. Niewiele brakowało, by uniósł jedną z brwi. Starał się sobie wyobrazić spektakularną kradzież przy użyciu magii. – Nie wiem, czy oczywiste. Przyjmijmy, że jednak, że tak jest i twoja obecność tutaj jest niezbędna… co potrafisz tą swoją magią? – Naprawdę nie wiedział, czy mag powinien im towarzyszyć. Dlatego, by się upewnić, zaczął zadawać mu swoje pytania
Pokręcił też głową, kiedy ukochana palnęła coś takiego.
Zapłacili nam za bycie łowcami, a więc teraz jesteś łowczynią – odpowiedział, mając nikłą nadzieję, że to zrozumie. On nie widział powodu, by się przyznawać, czym tak naprawdę się trudni. Zwłaszcza, że dla nie było to wygodne podróżować, jako łowca. Miał łuk i strzały? Miał. Miał długie noże bojowe i sztylety? Miał. Więc był łowcą.
Zwrócił też uwagę na wypowiedź tego maga. Powiedziałby, że jest bliski prawdy, ale nie nazwałby tego w ten sposób, zwłaszcza, że umiejętności jego ukochanej służyły rozrywce i dopiero potem zarobkom. I też nie posądzał złodzieja, będącego możliwie magiem o takowe. Chociaż mógł się mylić, bo przecież nie było go podczas kradzieży.
Sam spiął swojego wierzchowca właśnie decydując się ruszyć za niesympatyczną łowczynią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sob Paź 22, 2016 10:49 pm

Skinęła głową, bo pewnych rzeczy była w sumie świadoma. Doskonale wiedziała, że może zmienić zdanie, na razie jednak nie zapowiadało się na to, by zamierzała je zmieniać.
Zachichotała cicho, gdy zadał to pytanie. Akurat jej się nie powinien pytać, czy uważała go za niegrzecznego. Zwłaszcza, że łączyło ich więcej… rzeczy niż tylko wspólna przeszłość, przymus opuszczenia tych stron, a także miłość. Zresztą ona również była daleka od bycia grzecznym kotkiem.
-Cóż, nie tak niegrzeczny, jak zwykle, ale mógłbyś nieco powstrzymać swoje tendencje do nienawidzenia wszystkich i wszystkiego – odpowiedziała, z lekko dwuznacznym uśmiechem, ale również rozbawieniem. Cóż dobrze wiedziała, że ten mężczyzna może być jeszcze gorszy i teraz w sumie pokazywał się od tej… mniej szorstkiej strony. Chociaż wciąż był nieco jak jeż, którego nie powinno się przytulać, ale niektórzy chcieli. W tym przypadku… jednak nikt nie chciał przytulać Mavetha. No poza Maroo.
-Jestem Maroo, a ten drań, to Maveth – przedstawiła ich, bo chyba jako jedyna w ich duecie wiedziała, co to znaczy „dobre wychowanie”. Fakt, że do tego faktycznie dobrego dużo jej brakowało, ale… nie było wbrew pozorom tak źle, jak być mogło.
Słuchała informacji, którymi panowie się wymieniali z wielką uwagą. Prawda była taka, że ona nic nie wiedziała o zadaniu, które zostało im powierzone. I to w jakimś stopniu jej się nie podobało. A teraz w sumie miała szansę zdobyć nieco informacji. I w sumie… złodziej, z magicznymi sztuczkami?
-Jakiej… magi używał złodziej? Umiał… zatrzymać lecący przedmiot, albo czas? – Takie tam, niezobowiązujące pytanie. A potem z oburzeniem spojrzała najpierw na czarodzieja, magika czy kim ona tam do cholery był i odpowiedziała:
-W życiu niczego nie ukradłam… poza pierwszym razem kilku paniczyków i dziewictwem kilku hrabin… ale poza tym, to nic więc nie życzę sobie nazywania złodziejem. Łowcą też nie jestem, nawet jeśli mam cechy typowe dla Shatti – była niezadowolona, ale też w jakimś stopniu pokazała piękny… brak skromności. I tak, gościła w łożach naprawdę dziwnych osób i co gorsza, nie czuła z tego powodu ani grama wstydu. Jaki z tego wniosek? Kurtyzana, jak każda inna, jeśli nie na swój sposób idealna.
Potem już bez tłumaczenia niczego więcej, lekko zachęciła wierzchowca, do tego by ruszył. Można wręcz powiedzieć, że deptała tej tropicielce po piętach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Nie Paź 23, 2016 7:42 pm

Grzeczność miała wiele oblicz i to, co mogło wydawać się dla jednej osoby normalne, dla innej było nie do przyjęcia. Ale to nie czas na rozmowy o etykiecie. Najważniejsze dla Elouana było to, że sam "zachował twarz", nie unosząc się niepotrzebnymi emocjami. Gniewne prychanie czy fochanie się było absolutnie niewskazane. Panicz sądził, że swoją wypowiedzią sprowokuje łotrzyka do przedstawienia się, ale tak się niestety nie stało. Dobrze, że ślicznotka zabrała głos i podjęła się "trudu" zdradzenia imienia swojego towarzysza.
Szkoda tylko, że pojawiło się drobne spięcie wynikające ze zwykłego nieporozumienia. Skrót myślowy Elouana został źle odczytany przez Maroo. Bo panicz Bern miał na myśli sprawcę zuchwałej kradzieży, który rzeczywiście znał się na akrobatyce.
- Proszę o wybaczenie. Chodziło mi o tamtego drania, który skradł bardzo cenny dla uniwersytetu przedmiot - rzekł białowłosy mag i skinął kobiecie głową (ciężko o pełny ukłon na grzbiecie wierzchowca) - To bardzo dobrze, że twoją specjalnością jest akrobatyka, droga pani. Dzięki temu łatwiej nam będzie dopaść tego przestępcę. Dobrze, że przydzielono mi kogoś takiego.
Słowa na temat kradzieży dziewictwa sprawiły, że młody mag nieznacznie się zarumienił i szybko cofnął wzrok. Wolał takich tematów nie poruszać publicznie. Na szczęście Elouan mógł zmienić temat rozmowy i odpowiedzieć na pytania swoich towarzyszy.
- To była bardzo silna magia, która sprawiła że w pomieszczeniu zapanowała ciemność. Niełatwo było rozproszyć ten mrok zaklęciami więc... tak, ten typek znał się na rzeczy - zaraz potem przeniósł spojrzenie na Mavetha - Potrafię naprawdę wiele. Ogranicza mnie tylko moja wyobraźnia.
Jak opisać działanie Magii Formuł osobie, która nigdy nie miała styczności z czarami? Nie dało się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Paź 24, 2016 4:38 am

Dobrze, że Tasha już odjechała, bo pewnie znacząco przewróciłaby oczyma na to zarzekanie się Mavetha, jakim to on nie jest doskonałym łowcą, bo na nóż i łuk.
Ruszyli w końcu, a gdy tylko wyjechali spod bramy, deszcz ponownie zabębnił o ich kaptury, mocząc wystające spod nich czubki nosów oraz ściskające lejce dłonie. Z każdą kolejną minutą poranek coraz bardziej odbarwiał różowawe niebo, spychając je w mdłą szarość jesiennego dnia.
Łowczyni wskazywała drogę, jadąc nieco z przodu i rzadko choćby spoglądała na resztę towarzystwa, zajęta własnymi sprawami. Miejskie mury, które zostawili za sobą, z wolna niknęły za horyzontem, wśród otaczających ich powoli, skąpanych we mgle drzew.
Jechali jednym z głównych imperialnych traktów - szerokim, dobrze ubitym, wyłożonym kamieniami i z rowami do odprowadzania wody po bokach. Ardeńczycy nie byli może zbyt gościnnymi ludźmi, ale znali się na układaniu dróg, to na pewno. O tej porze na trasie nie widać było podróżnych, tylko raz minął ich pędzący na złamanie karku jeździec, pewnie goniec zmierzający do Lys.
Im dalej odjeżdżali od miasta, tym częściej widywali też drobne budowle wciśnięte pomiędzy drzewa, tuż za brzegiem traktu. W sumie nie było to nawet coś, na co zwracaliby uwagę - ot, około półtorametrowe, kamienne słupki z symbolem słońca na czubku, czasem ozdobione płaskorzeźbami, a gdy stały w pobliżu skrzyżowania traktu z jakąś boczną, piaskową (błotną obecnie) drogą, czasem też przystrojone nieco smętnie wyglądającymi kwiatami lub glinianymi miseczkami, pewnie po wypalonych świecach.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Paź 24, 2016 3:32 pm

Ona była w jakimś stopniu do tego wszystkiego przyzwyczajona, czego nie można powiedzieć o innych. O tym, że z niej jest niezłe ziółko wiedział aż za dobrze. Zwłaszcza, że była w jakimś stopniu diablęciem.
Zmarszczył brwi, słysząc słowa ukochanej. Na dobrą sprawę on właśnie je powstrzymywał i kosztowało go to wiele wysiłku. Powinna to wiedzieć, skoro dotąd nie przewinęło się parę obelg.
- A myślisz, że co robię, kobieto? I nie nienawidzę wszystkich i wszystkiego, tylko nienawidzę jak obok mnie przebywa jakiś chędożony szlachciura obnoszący się z tym, kim to on nie jest – zapytał ją, wysuwając też dolną szczękę lekko do przodu.
Nie przepadał za każdym szlachetką i to było coś, czego on zdecydowanie nie będzie ukrywać. A prawdą było, że teraz to okazywał, lecz miał ku temu powód. Jaki? A taki, że ten szlachetka pokazał się dokładnie z tej samej strony, co każdy inny.
Z takimi się nie pójdzie zdrowo chędożyć do zamtuza, nie siądzie się do kielicha i przecież taki „ą ę przez bibułkę” szlachcic nie zna wszystkich sprośnych przyśpiewek. Albo nie zna ich wcale. On też nie chciał, by kto inny go przytulał poza tą kobietą.
Został przedstawiony przez ukochaną. Sam by tego nie zrobił, a im mniej niektórzy go znają tym lepiej. Nie powinna kłopotać tym swojej ślicznej główki. Może te pytania wyjaśnią, co oznacza „spektakularna kradzież za pomocą magii”. Niemniej jednak, złodziej złodziejowi nierówny. O ile Maroo mogła się przyznać, czym się trudni, tak on nie bardzo.
Parsknął, słysząc o tym, co ten złodziej zrobił. To zdecydowanie nie było spektakularne, a przynajmniej tak sam uważał w tym momencie. Kolejne parsknięcie dotyczyło wypowiedzi maga, która go niezmiernie… rozbawiła. Jeszcze trochę i zaśmieje się rubasznie. – Tak to każdy może powiedzieć, szlachetko – skomentował w ten sposób jego słowa.
Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Zacisnął też, na krótką chwilę mocniej szczęki. Dotknęła kwestii, którą można nazwać prawdziwą kością niezgody. Zwłaszcza, że bardzo nie lubił – tak jak ona nie lubiła tego, że jest złodziejem -, kiedy się kurwiła za pieniądze.
Przyprawiała mu rogi i jeszcze do niego wracała po wszystkim. Żaden mężczyzna nie znosi, jak jego kobieta kurwi się na lewo i prawo jak pierwsza lepsza dziwka. On swoich dzieci nie planuje w najbliższym – długoterminowo – wychowywać, ale to nie znaczy, że też będzie wychowywać cudze.
To była jednak kwestia do poruszenia w innym czasie, kiedy łowczyni i ten szlachciura nie będą tego świadkami. Postanowił jechać w milczeniu, wytężając wzrok by spoglądać przed siebie na drogę przez ostro zacinający deszcz.
Póki co, musieli polegać na naprawdę niesympatycznej łowczyni, która najwyraźniej była tutaj za karę. Nie uważał, by poruszanie się głównym traktem było dobre dla ich celu wyprawy. Chociaż ze względu na parszywą pogodę mniej uczęszczane drogi mogą nie nadawać się do konnej jazdy. A jeśli przestanie padać, w późniejszych godzinach ta droga może zaroić się od podróżnych. Dziwne budowle budują w tych stronach, ale może to ma jakiś cel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pon Paź 24, 2016 10:47 pm

Odpowiedź maga w sumie sprawiła, że nad pewnymi rzeczami zaczęła się zastanawiać. Niemniej nie zdradziła się z żadną wiedzą, ani z tym… że faktycznie mogła coś wiedzieć. Zamiast tego po prostu starała się… nie zasnąć na tym koniu i w sumie dać się prowadzić… bóg wie gdzie. Bo ona w sumie nie wiedział gdzie jadą, gdzie dokładnie jadą. Bo stwierdzenie, że na północ to zdecydowanie zbyt ogólnikowe. Chociaż może niektórym tutaj coś mówiło.
Wiedziała jedynie, że gdzieś tam jest dżungla. W mniej lub bardziej świadomym odruchu pomiziała swoje mięciutkie uszko. Potem jednak poprawiła kaptur i po prostu dała się tej tropicielce prowadzić.
W początkowych etapach tej podróży niemalże spała na koniu. Całe jej ciało poruszało się w rytm chodu tego zwierzęcia. Bujała lekko biodrami, kiwała się jak żyd na gównie, a jej biust ładnie falował, chociaż nie było tego zbytnio widać spod peleryny, co nie było w sumie niczym dziwnym. Przebudzała się na krótko, by potem wrócić do drzemania. Monotonny, choć zdecydowanie piękny krajobraz nie był w stanie jej na dłużej obudzić. Nie zmieniało to jednak faktu, że w końcu… przebudziła się na dobre.
A jak się przebudziła, tak skończyła się sielanka innych podróżnych, bo… ona była jak małe dziecko w sumie. Nie umiała wytrzymać w ciszy przez dłuższy czas, a domyślając się, że towarzystwo może być nieco niechętne do rozmowy, to po prostu zaczęła wesoło śpiewać i słuchać musieli niestety wszyscy – chociaż jak na kotowatego miała całkiem ładny głos, nawet bardzo ładny.
-To jasne, że już wyruszać czas.
Gdy świat dał wyraźnie ci znak.
Nad głową mieć słońce, lub pełno gwiazd,
by zrozumieć, że życie ma smak
– zaczęła wesoło i nie przejmowała się zbytnio deszczem. A też poruszała się w rytm melodii. -To jasne, że już wyruszać czas,
krok za krokiem pragnę cieszyć się.
Słońce śle promień swój do mnie raz po raz,
a ja wciąż czuję, że śmiać się chce… śpiewaj ze mną, kochanie
– rzuciła wesoło do Mavetha. -Chyba, że wolisz inną piosenkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Wto Paź 25, 2016 6:29 pm

Elouan mógł się spodziewać, że nie zostanie potraktowany poważnie. Zawsze tak było, ostrzegali przed tym profesorowie. Osoby "niemagiczne" często bagatelizują magów i traktują ich z buta... aż do momentu, kiedy taki mag jest im potrzebny do rozpalenia ogniska czy odstraszenia potwora. No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo i że ta wyprawa będzie sielankową wycieczką na łono natury.
Białowłosy nie wdawał się już w dyskusję z Mavethem, bo obaj mieli swoje racje i obaj reprezentowali skrajne poglądy. Jeszcze skończyłoby się to sprzeczką i rękoczynami, a przecież mieli dopaść złodzieja. Tak więc panicz już więcej nie odezwał, zanurzając się we własnych przemyśleniach.
Bardzo dobrze się stało, że Maroo zaczęła śpiewać. Miała naprawdę miły dla ucha głos i przyjemnie się jej słuchało. Taka pozytywna osoba zdecydowanie się przydaje w drużynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 26, 2016 9:32 am

Minuty mijały z wolna, ciągnąc się pośród szarugi jedna za drugą, a na trakcie pojawiało się więcej podróżnych, mijających ich z przeciwnej strony. Jakaś karoca o zasłoniętych oknach, wozy kupieckie zasłonięte przymocowanymi na słowo honoru płachtami osłaniającymi towary i opatulonymi szczelnie woźnicami, kilku jeźdźców na lepszych lub gorszych koniach, wszyscy z kapturami zaciągniętymi prawie do samych nosów, jacyś piesi, maszerujący nie wiadomo dokąd w pośpiechu... Mimo to, czy to przez pogodę, czy zwykłą rezerwę, wszyscy zdawali się pogrążeni we własnych rozmyślaniach i problemach, więc nawet gdy pojawiali się na ich drodze, znikali równie szybko, nie pozostawiając po sobie większych śladów.
Powoli dobiegało południe, a przynajmniej tak mogli wnioskować po burczeniu ich brzuchów, bo na niebo nie było co patrzeć - gęste, bure chmury zasłaniały słońce i jego pozycję można było jedynie zgadywać. W zasadzie mogliby zjeść jakieś suche (teraz to chyba już raczej: mokre) racje w trasie, ale kiedy tylko myśleli o kruszących się wszędzie sucharach i zimnych kawałkach suszonego bogowie jedni wiedzą jak długo mięsa, robiło im się jakoś mdło.
Elouan wyraźnie widział jak jego piękne, białe włosy, które próbował upchnąć pod kapturem, uparcie wypadały spod okrycia, moczyły się w deszczu i teraz przypominały już bardziej smętne troki, niż tańczące delikatnie na wietrze smugi siwego dymu.
Maroo próbowała piosenek, ale chociaż może poprawiły jej one nieco humor, to siedząc w bezruchu tyle czasu zmarzła już nieźle, nawet mimo chowania bladych palców w rękawach ociekającego wodą płaszcza.
Mav natomiast odnosił nieprzyjemne wrażenie, że dupa to go nigdy w życiu tak jak dzisiaj nie bolała. Niezależnie jak bardzo ponurą minę robił udając, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, to fakt niestety pozostawał faktem.
Dojechali na kolejne rozdroże, rzecz jasna ozdobione kamiennym słupkiem z rdzawym, metalowym symbolem słońca umieszczonym na czubku, a łowczyni zatrzymała się i odwróciła do nich z miną, która nie napawała entuzjazmem.
- Poprzednie boczne drogi prowadziły tylko do okolicznych wiosek. Te rozgałęziają się dalej. - wyjaśniła krótko, swoim zwykłym, rzeczowym tonem człowieka cierpiącego na znaczne braki emocjonalne.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Maveth

avatar

Liczba postów : 132
Join date : 05/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 26, 2016 12:52 pm

On sam pogrążył się myślach, które mimo wszystko nie należały do przyjemnych. Były raczej smętne, częściowo dotyczące wydarzeń, w których centrum się znalazł. Jednocześnie też obnosił się ze swoim milczeniem, z niezadowoleniem tym karygodnym zachowaniem ukochanej, która przyprawiała regularnie mu rogi i jeszcze raz analizował wszystko, czego się dowiedział.
A mianowicie tego, że według tego pięknisia magia użyta przez złodzieja była bardzo silna magia, bo nagle zrobiło się ciemno jak w dupie skalta. Przyjmijmy, że dla magów było to spektakularne. Czy przyjdzie im wykorzystać talenty i umiejętności Maroo? Albo jego własne? Tego nie mógł powiedzieć. Wiedział też jedno, że nie za bardzo wiedzieli, kogo tak na dobrą sprawę szukać. Poza tym, że złodzieja tajemniczego przedmiotu.
Wiedział też, gdzie zmierzali. Na północ. Ale co tam leży… było jedną wielką niewiadomą.
Starał się też wytężać wzrok przez kurtynę deszczu, zachowując czujność. Oczywistym było, że wypatrywał zagrożenia, zwłaszcza ze strony innych podróżnych czy bandytów. Szczęśliwie nie miał problemów z zabijaniem. Spoglądał też, co jakiś czas na ukochaną, zwłaszcza, że czasem przyłapywał ją na krótkich drzemkach, jakie sobie ucinała.
Dobrze jednak, że w końcu się całkiem obudziła. I jak lubił słuchać, jak śpiewa, zwłaszcza, że miała bardzo ładny głos, wolał, by jednak teraz nie śpiewała. I tak się wystarczająco rzucali w oczy, przemierzając główny i siłą rzeczy bardzo uczęszczany szlak. Nie muszą ich jeszcze słyszeć.
- Wolę, byś teraz nie śpiewała – rzucił krótko, w jakimś stopniu szorstko. Powód jego złego nastroju był oczywisty, tak jak poważna mina i w jakimś stopniu gniewny wyraz twarzy. A jednocześnie były też inne powody niż jego złość i niezadowolenie.
Wszystko o nim można powiedzieć, ale nie to, że bagatelizował magów. Ale mag magowi zdecydowanie nie jest równy. Inną sprawą, że ten, z którym niestety – mieli do czynienia – był nadętym, zadufanym w sobie szlachetką, co też okazał na każdym kroku. A on takich bufonów zdecydowanie nie znosił.
Jeśli jego ukochana przestała śpiewać, to może będą jechać w ciszy. A jeśli tak, to zamierzał ją przerwać.
- Paniczyku, ten cenny przedmiot, który mamy odzyskać robi coś szczególnego, do czegoś służy? – Zapytał wprost tego mężczyzny. Był tego ciekaw, a też prawdą było, że było duże prawdopodobieństwo, że jest jednak magiczny. Ale nie powiedziano mu, a właściwie im, do czego służy. Chciał zaspokoić swoją ciekawość. A może chodziło o coś innego? Na pewno to nie była sprawa tego paniczyka, który możliwe, że teraz go potrzebuje, chce czegoś od niego i napuszy się jeszcze bardziej. To jednak go nie interesowało.
Zgodnie z przewidywaniami, w miarę upływu czasu trakt, którym się poruszali zaroił się ludźmi. Na szczęście, dość szybko znikali. Upływ czasu też nie był niczym dziwnym. Mu również burczało w brzuchu i chętnie by coś zjadł. Może suchary i suszone mięso nie były idealnym obiadem, ale ściągnąwszy konia sięgnął po taki kawałek mięsiwa do swoich juków, zaczynając je leniwie żuć.
Suszone mięso pewnie będzie wygrywać, ale to było lepsze niż głód. A trudno powiedzieć, jak długo będą jechać. On nie był wybredny i wiedział, że myślenie o pysznym gulaszu, pieczonym mięsie uczyniłoby go jeszcze bardziej głodnym. Z tego jednak mogą wyniknąć pewne problemy, bo jeśli paniczyk jest głodny – a on pewnie nigdy nie skalał ust suszonym mięsem – będzie marudzić, że jest głodny.
Jego ukochana nie będzie mieć z tym problemów.  Za to miała inne, lecz to nie było dziwne. Długie siedzenie w siodle dało o znać nieprzyjemnym bólem, ale faktem było, że nie zamierzał się na to skarżyć. Wiedział też, że w końcu dotrą do celu. I być może prędzej czy później będzie jakiś dłuższy postój.
Kiedy dojechali na to rozdroże, mógł nieco bliżej przyjrzeć się tej dziwnej budowli. Zdecydowanie były dziwne. W dodatku zdążyły mu całkiem zbrzydnąć. Westchnął też, kiedy łowczyni się do nich zwróciła.
Wysłuchał jej i choć to zapamięta, nie była szczegółowa informacja. Brakowało tego, gdzie prowadziły.
- Rozgałęziają się dalej i gdzie prowadzą? Konkrety, kobieto – wyburczał w jej stronę, chociaż jeszcze nie mówił, że ma sobie w rzyć wsadzić takie szczątkowe wyjaśnienia. Choć wszystko jeszcze przed nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Maroo Zielone Palce

avatar

Liczba postów : 113
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Sro Paź 26, 2016 6:35 pm

Wszystko wydawało się być takie… nudne. I w sumie było. Śpiewała by nieco sobie urozmaicić tą całą podróż, ale niestety bardzo szybko została uciszona. To w sumie sprawiło, że westchnęła ciężko i ostatecznie ucichła zgodnie z życzeniem ukochanego. Westchnęła cicho niezadowolona i machnęła ogonem pod płaszczem, by ostatecznie przestać nim poruszać.
-To nie będę śpiewać – fuknęła na ukochanego. Miała naprawdę w dupie jego złe humory. I w sumie gówno ją obchodził fakt, że bolała go dupa, że nie lubił podróżować głównymi traktami i bóg wie jeszcze czego. Ona też miała dość tej podróży, miała dość siedzenia w siodle, bo to było na swój sposób męczące. Dlatego w pewnym momencie usiadła niczym dama, przekładając obie nogi na jedną stronę siodła. Nie było to do końca wygodne, bo siodło nie było do tego dostosowane. Niemniej jej było nieco wygodniej, chociaż musiała poprawić pelerynę, by jej ręce nie mokły czy cokolwiek innego.
W brzuszku jej burczało, ale na razie nie zapowiadało się na to, by mieli się zatrzymać na popas. A to był zdecydowanie zły znak, bo głodny kot, to marudny kot. A chyba nikt tak dobrze, jak Maveth nie wiedział jak marudna potrafi być Maroo, kiedy jest głodna.
Zatrzymali się na rozdrożu i w sumie… nie rozumiała o co tej łowczyni chodzi. W sumie to była nieco zaskoczona jej słowami. Jakby nie patrzeć cały czas podróżowali mniejszymi lub większymi traktami i dla niej to nie miało większego znaczenia, gdzie jadą i którymi drogami. Zwłaszcza, że nie wiedziała, gdzie dokładnie jadą. Zresztą ona miała w tym momencie inne problemy.
-Przepraszam pani… łowczyni… czy możemy się gdzieś zatrzymać na popas? Już dawno minęła pora śniadania i teraz zbliża się pora obiadu. W dodatku… niebo nam się nieco wali na głowę – powiedziała z początku nieśmiało, ale ostatecznie nieśmiałość nie była domeną Maroo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elouan

avatar

Liczba postów : 84
Join date : 04/10/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Paź 28, 2016 6:26 pm

Cóż za parszywa pogoda! O wiele lepiej byłoby w powozie, chociaż z doświadczenia Elouan pamiętał, że powozy uwielbiały grzęznąć w błotnistych drogach. Tak więc koń nie był wygodny (ach ten ból dupy), ale za to stanowił dużo pewniejszy środek lokomocji. Tylko niestety to bezpieczeństwo było okupione przemoczonymi włosami. Tragedia dla szlachetki, ale panicz Bern robił dobrą minę do złej gry i nie dał niczego po sobie poznać.
W humorki i przekomarzanie się uroczej pary lepiej nie wnikać, zatem Elouan nie wtrącał się w dylematy "śpiewać czy nie śpiewać". Ważniejsza okazała się sprawa skradzionego przedmiotu.
- To magiczny kryształ i wiem co mówię, bo sporo takich kryształów w swoim życiu widziałem - trochę to zabrzmiało jak przechwałka, ale magowi zależało na tym, aby zostać odebranym jako wiarygodna osoba, która jednak się na czymś zna - Ten konkretny kryształ jest niewielki i ma formę wisiorka. Jednak jak to często z magicznymi kryształami bywa... nie wielkość decyduje o ich zdolności magazynowania energii, lecz jakość. I w tym przypadku można śmiało powiedzieć, że jest sporo wart.
Lepiej odzyskać tę drobnostkę zanim ktoś ją wykorzysta do jakichś podłych celów. Z magicznymi przedmiotami zawsze trzeba uważać.
Potem jednak pojawił się problem w postaci rozwidlenia dróg. Przewodniczka wyrażała się skrótami myślowymi, które ciężko było odczytać. Niemniej Elouan próbował to zrobić.
- Skoro te trakty nie prowadzą do zapadłych wiosek, to znaczy że nie mamy już stuprocentowej pewności dokąd uciekł nasz złodziej. Trzeba dokonać wyboru, dokąd pojedziemy... a jeśli się pomylimy, to nadłożymy sporo drogi - zamilkł na chwilę, przenosząc spojrzenie na Maroo i Mavetha - Zapewne w tym deszczu ciężko będzie rozejrzeć się za śladami.
Ale jeśli ta dwójka jest tak zdolnymi łowcami, jak się o nich mówi, to może dadzą radę.
- I tak... ja również jestem za tym, aby trochę odpocząć.
Najlepiej w miejscu, gdzie jest sucho, ale chyba to niemożliwe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Płonącopalcy
Admin
avatar

Liczba postów : 224
Join date : 23/08/2016

PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   Pią Paź 28, 2016 7:34 pm

Wyglądało na to, że bandytów w okolicy nie było. Albo trzymali się na bezpieczną odległość, z jakiegoś sobie tylko znanego powodu. Kilka razy wydawało się im, że widzieli zbrojnych ze znakiem słońca wyszytym na piersiach, ciężko było jednak dojrzeć takie szczegóły, gdy zasłaniali się ciasno płaszczami. W Ardenii ceniono sobie porządek - Elouan był do takiego stanu rzeczy przyzwyczajony, ale droga bez poukrywanych w krzakach jegomości czekających na nadarzającą się okazję była dla Maroo i Mavetha zupełną nowością.
Budowla oglądana przez Mava nie różniła się w zasadzie niczym od poprzednich takich, które widzieli na trakcie. Kamienny postument, jakieś ceramiczne miski ustawione przed nim, teraz napełnione deszczówką i rdzewiejący poważnie ornament w kształcie słońca na czubku.
Łowczyni spojrzała na pierwszego z mężczyzn z wyraźną pogardą, a następnie przeniosła wzrok na młodego maga i skinęła lekko głową. Od tego miejsca droga rozbiegała się na dziesiątki, a później setki innych i prowadziły one do wszystkich miejsc na kontynencie, a pogoda nie pozwalała na tropienie, nawet gdyby dałoby się to robić na tak uczęszczanym trakcie. Potrzebowali dodatkowych informacji, a takie można było zdobyć jedynie poprzez wypytywanie ludzi, którzy mogli zbiega zauważyć.
- Droga na zachód biegnie w kierunku wybrzeża, północ to główny trakt, wschód - leśne szlaki prowadzące do Amper. - wyjaśniła w skrócie. Nie było szansy, by przedstawiła im teraz dokładny opis siatki dróg Imperium, więc to musiało im wystarczyć. Tym bardziej, że i ona nie znała pewnie wszystkich możliwych połączeń między poszczególnymi miastami i wioskami - Ardenia była całkiem spora, jakby na to nie patrzeć.
- Na każdej z dróg jest gdzie się zatrzymać. - mruknęła, spoglądając na Maroo trochę łagodniej. Na głównym trakcie można było spodziewać się porządnej gospody, na pozostałych dwóch natomiast co najwyżej wioski, w której mogliby poprosić o strawę i dach nad głową.
Nic, tylko decydować.

_________________

let me tell you a story to chill the bones...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://circleofbards.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień   

Powrót do góry Go down
 
Rzeczy Dziwniejsze: Ostatnia Taka Jesień
Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Opowieści z tysiąca i jednego traktu :: Wieczorem przy ognisku :: Rozdział I:-
Skocz do: